×

Nowe informacje ws. tragedii w Borowcach. Mieli być zastraszani przez mordercę

Odkrywane są kolejne elementy układanki. Tragedia w Borowcach jest wynikiem kłótni, jaka zaszła między braćmi. Jacek w przypływie szału zastrzelił swojego brata Janusza.

Tragedia w Borowcach: bliscy rodziny zabrali głos

Policja wciąż nie ujęła 52-letniego Jacka Jaworka. Obecnie prowadzone są szeroko zakrojone akcje poszukiwawcze, mające na celu złapanie mordercy. Super Express dotarł do kuzynki zamordowanej kobiety. Według jej relacji Jacek zastraszał resztę rodziny i ją terroryzował:

Wiem, że Justyna, Janusz i ich dzieci byli przez niego zastraszani i po prostu się go bali. Justyna nie zostawiała nawet chłopców sam na sam z Jackiem, bo nie miała do niego zaufania.

Jednakże miało to wynikać podobno z licznych problemów 52-latka. SE dotarł do Pana Tomasza, który dzień przed tragedią spotkał się z Jackiem. Wspólnie pili alkohol, jednak rozmówca zaznaczył, że nie była to libacja alkoholowa. Według jego słów mężczyzna miał liczne problemy z którymi sobie nie radził:

U Jacka nawarstwiło się ostatnio sporo problemów. Kilka dni wcześniej mówił, że ma wszystkiego dość, a sytuacja zaczyna go przytłaczać. Miał problemy ze swoją byłą żoną, założyła mu sprawę o alimenty na dzieci. Nie miał stałego adresu zamieszkania, więc wszystkie dokumenty trafiały na częstochowski adres do byłej żony. Ona podobno dokumenty wyrzucała. Więc jak nie zgłaszał się na terminy rozpraw, to oni mu zasądzili alimenty. Dwa, trzy miesiące za nie przesiedział w areszcie w Częstochowie.

Z masakry przeżył 13-latek

To nie był koniec problemów przyszłego mordercy. 18-letnia córka także miała założyć mu sprawę w kwestii alimentów. Do tego przez pandemię nie mógł pracować za granicą, jak robił to wcześniej. Wyjeżdżał okresowo do Niemiec lub Szwajcarii, jednakże sytuacja epidemiologiczna spowodowała, że nie mógł tego robić regularnie. Mocno odbijało się to na jego sytuacji finansowej.

Mężczyzna kłócił się jednocześnie ze swoim bratem. Choć wynajmował pokój w jego domu, nie chciał dokładać się do rachunków. Jednym z ostatnich ciosów, jakie na niego spadły było zniszczenie jego samochodu w trakcie wyjazdu do Zakopanego przez gradobicie, które miało miejsce w Małopolsce. Naprawę pojazdu wyceniono na ponad 5 tys. złotych.

Te wszystkie problemy doprowadziły do tego, że chwycił za broń. Nie wiadomo, czy posiadał broń legalnie i w jaki sposób wpadła w jego ręce. Jedynym ocalałym z masakry jest 13-letni chłopak, który grał w grę wideo, gdy rozległy się strzały. Schował się w szafie i wykorzystując nieuwagę oprawcy uciekł przez okno do mieszkającego obok członka rodziny.

Policja apeluje o pomoc w uchwyceniu mordercy

Źródła: www.se.pl, wiadomosci.wp.pl

Może Cię zainteresować

zamknij