W psychiatryku w Rybniku niespodziewanie zmarło 6 pacjentów. Ludzie nie wierzą w przypadek

Aż sześć osób w krótkim odstępie czasu umiera w rybnickim szpitalu psychiatrycznym. Sprawą zajmują się dziennikarze programu “Superwizjer”. Ich śledztwo przybiera nieoczekiwany zwrot – zaczynają zgłaszać się rodziny kolejnych pokrzywdzonych osób i ujawniają prawdę. Czy personel szpitala miał z nieoczekiwanymi zgonami coś wspólnego?

Podejrzenia

Do szpitala psychiatrycznego w Rybniku trafiały osoby, które szukały pomocy. Na ogół pacjenci byli przyjmowani w stanie ogólnie dobrym. Jednak, po przejściu terapii ich zdrowie ulegało znacznemu pogorszeniu. Okazało się, że seria nieoczekiwanych zgonów była najprawdopodobniej efektem zaniedbań personelu. W wyniku ich działań śmierć poniosło sześć osób.

W psychiatryku w Rybniku niespodziewanie zmarło 6 pacjentów. Ludzie nie wierzą w przypadekUdostępnij

Nieludzkie traktowanie

Szokujący reportaż dziennikarzy “Superwizjera” ukazał sposób, w jaki byli traktowani pacjenci. Najpowszechniej stosowaną praktyką była pacyfikacja przez podawanie dużej dawki leków. Przez to osoby znajdujące się pod ich wpływem nie wiedziały, co się dzieje, były spokojne i nie sprawiały wielu problemów – traciły kontakt z rzeczywistością.

Dodatkowo, personel często przywiązywał pacjentów do łóżka pasami bezpieczeństwa. Chorzy nie mogli się ruszać, spędzali w jednej pozycji nawet kilkadziesiąt godzin.

W psychiatryku w Rybniku niespodziewanie zmarło 6 pacjentów. Ludzie nie wierzą w przypadekUdostępnij

Są świadkowie

Gdy sprawą rybnickiego szpitala psychiatrycznego zajęły się media, rodziny pokrzywdzonych coraz częściej i głośniej zaczęły mówić o tym, czego ich bliscy doświadczyli podczas pobytu w ośrodku. Jednym z pacjentów szpitala był 54-letni Bogdan S. Jego przypadek przytacza portal fakt.pl. Mężczyzna został przewieziony do ośrodka ze względu na halucynacje, będące wynikiem upadku ze schodów. W ciągu kilku dni jego stan bardzo się pogorszył. Zaniepokoiło to jego córkę.

– W psychiatryku zamiast go leczyć przez 12 dni podawali mu tylko psychotropy, wiązali pasami, a gdy już było z nim źle wsadzili do izolatki. To była umieralnia! On bełkotał, pamiętam jak go pocieszałam „będzie dobrze”, a tata mi powiedział: „nie będzie…”

Po siedemnastu dniach pobytu w ośrodku Bogdan zmarł. Okazało się, że cierpiał na wiele chorób m.in. zapalenie płuc, odwodnienie i zakażenie układu moczowego. Prokuratura bada sprawę pojedynczych przypadków.

Źródło: fakt.pl, natemat.pl, tvn24.pl | Fotografie: pixabay.com, imgur.com