×

Tajemnicza zbrodnia w butiku Ultimo. Niewinną kobietę skazano na 25 lat?

Tajemnicza zbrodnia w butiku Ultimo: gdy sędzia wydaje wyrok skazujący, na twarzy Beaty Pasik maluje się przerażenie i przejmująca rozpacz. Wyrok wydano na podstawie zeznań młodej postrzelonej kobiety. Więcej dowodów, które obciążyłyby Beatę, nie znaleziono. Przez 18 lat pobytu w więzieniu, kobieta powtarzała, że jest niewinna. Gdy usłyszała o sprawie Tomasza Komendy, znów postanawia zawalczyć.

Tajemnicza zbrodnia w butiku Ultimo

To była jedna z najgłośniejszych zbrodni lat 90. Doszło do niej w butiku Ultimo, w samym centrum Warszawy. 16 grudnia 1997 roku pomiędzy godziną 19 a 20 z rewolweru wystrzelono kilka kul. Zginął od nich Daniel – mąż kierowniczki butiku. Pierwszy strzał trafił w pierś, drugi, dobijający, w plecy. Do właścicielki butiku – Anny, również strzelono dwa razy. W szyję i lewą rękę. Kobieta była ciężko ranna, ale przeżyła.

Gdy Anna wybudziła się po ciężkiej operacji, śledczy chcieli się dowiedzieć, kto do niej strzelał. Wtedy wskazała Beatę Pasik. Ładną, młodą blondynkę, z którą pracowała w butiku przez kilka miesięcy. Zbliżyły się na tyle, że obie były na swoich ślubach.

Anna powiedziała śledczym, że jest na 97 procent pewna, że to Beata strzelała. To wystarczyło, by dwa dni po morderstwie do mieszkania młodej kobiety wkroczyli antyterroryści. 24-latka była przerażona. Nie rozumiała, co się dzieje. O zbrodni, do której doszło w butiku, słyszała w telewizji.

„Powiedz im, że to nie ja!”

Kobieta stanowczo zaprzeczyła, gdy usłyszała, że to ją Anna wskazuje jako zabójczynię męża. Konsekwentnie zaprzeczała przez kolejne lata. Na każdym etapie śledztwa oraz procesu Beata Pasik powtarzała, że jest niewinna. Tego samego zdania był sąd pierwszej i drugiej instancji.

I chociaż sąd trzeciej instancji nie dysponował nowymi dowodami, tym razem Beata opuściła salę rozpraw w kajdankach. Uznano ją za winną i skazano na 25 lat pozbawienia wolności. Przewodnicząca składu sędziowskiego podkreśliła, że sama nie zgadza się z tym wyrokiem. Ale zdecydowała arytmetyka – kobieta została przegłosowana przez resztę składu.

Po odczytaniu wyroku Beata wpada w rozpacz. Jest przerażona, płacze.

Powiedz im, że to nie ja!

– krzyczy w stronę Anny. Ale ta nawet nie patrzy w jej kierunku.

Jak Tomasz Komenda?

Od tamtych wydarzeń minęło 18 lat. Przez ten czas Beata Pasik nieustannie powtarzała, że to nie ona zabiła. Walczyła ona, walczyli jej bliscy. Bezskutecznie. Chociaż każdy, kto bliżej przyglądaj się tej sprawie, szybko dochodził do wniosku, że jest w niej wiele nieścisłości.

Nigdy nie znaleziono broni, na ubraniach i ciele Beaty nie było śladów prochu, kilka osób dawało alibi oskarżonej kobiecie, psycholodzy wydali korzystną dla niej opinię, w dodatku zeznania pokrzywdzonej były niespójne. Mimo to Beata Pasik za kratkami spędziła całą młodość.

W tym roku sąd zezwolił na warunkowe zwolnienie Beaty Pasik. Do odsiedzenia ma jeszcze 7 lat. Gdy Pasik usłyszała historię Tomasza Komendy, na nowo wstąpiła w nią nadzieja. Poprosiła reporterów „Uwagi” TVN, by przyjrzeli się jej sprawie. Kobiecie pomaga także adwokatka Sylwia Kamińska.

Pojechałam do pani Beaty Pasik do zakładu karnego. Chciałam poznać jej historię i spojrzeć w jej oczy. Ale już po zapoznaniu się z aktami nabrałam takiego ludzkiego przekonania, że możemy mieć do czynienia z osobą niewinną

– powiedziała w rozmowie z „Superwizjerem”.

Fotografie: YouTube

Może Cię zainteresować

zamknij