×

Tajemnica Beaty Tyszkiewicz. Trafiła do „Tańca z Gwiazdami” przez oszustwo!

Tajemnica Beaty Tyszkiewicz wyszła na jaw dzięki wydanej właśnie książce o jej życiu. Okazuje się, że do jury „Tańca z gwiazdami” trafiła dzięki… perfidnemu oszustwu.

Największy hit TVN-u

Przygoda Beaty Tyszkiewicz z Tańcem z gwiazdami rozpoczęła się wiosną 2005 roku. Wtedy właśnie program zadebiutował na antenie TVN-u i wywołał prawdziwe szaleństwo. Cała Polska zachwyciła się tańcem towarzyskim. Szkoły tańca przeżywały istny szturm, a nowe wyrastały jak grzyby po deszczu. Profesjonalni tancerze, trenujący z celebrytami, których dostali do pary, z dnia na dzień stali się gwiazdami, a w niedzielne wieczory, gdy początkowo był emitowany taneczny program, ulice się wyludniały.

Finał pierwszej edycji oglądało blisko 4 miliony Polaków. Finał drugiej, gdy na parkiecie walczyły dwie zakochane w sobie pary: Katarzyna Cichopek z Marcinem Hakielem i Małgorzata Foremniak z Rafałem Maserakiem, zgromadził przed telewizorami niemal 7 i pół miliona widzów.

Tyszkiewicz, jako jurorka, w dużej mierze przyczyniła się do sukcesu programu. Dowodzi temu fakt, że gdy w 13. edycji na jej miejsce zatrudniono Jolantę Fraszyńską, widzowie słali do producentów kategoryczne żądania, by przywrócili Beatę Tyszkiewicz na stanowisko.

Kiedy po blisko trzyletniej przerwie format przechwyciła telewizja Polsat, nie popełniła błędu poprzedników i migiem podpisała kontrakt z Tyszkiewicz. Niestety, na telewizyjnej karierze aktorki położyły się kłopoty zdrowotne.

Rozstanie z programem

Ponad 3 lata temu aktorka z zawałem serca została przewieziona do szpitala w Aninie. Konieczne okazało się przeprowadzenie zabiegu udrożnienia tętnicy wieńcowej. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Tyszkiewicz tak się ucieszyła, że kiedy tylko mogła wstać z łóżka, wyszła za szpital, by uczcić sukces papierosem.

Dopiero gdy kilka dni po wypisaniu ze szpitala, trafiła do niego ponownie, znów z silnymi bólami w klatce piersiowej, uznała, że jednak czas rozstać się z ulubionym nałogiem. Jeszcze trochę nadrabiała miną, przekonując w tabloidach, że nic poważnego jej nie dolega, tylko trochę przeholowała z hinduskim jedzeniem, kiedy jednak zasłabnięcia zaczęły się powtarzać, aktorka zrozumiała, że najwyższy czas przejąć się zaleceniami lekarzy.

Pod naciskiem córek zrezygnowała z dalszego sędziowania w Tańcu z gwiazdami.  Producenci i widzowie do tej pory się z tym nie pogodzili. Przez dwie edycje zastępowano Tyszkiewicz tancerką Olą Jordan, jednak to rozwiązanie nie sprawdziło się na dłuższą metę. Od dwóch edycji fotel czwartego jurora pozostaje pusty…

Tajemnica Beaty Tyszkiewicz

Jak się okazuje, do programu, który zmienił życie aktorki i zaskarbił jej sympatię widzów, trafiła dzięki podstępowi. Prawdę wyjawił Wojciech Iwański, ówczesny producent Tańca z gwiazdami w książce Beata Tyszkiewicz. Portret damy będącego hołdem złożonym wielkiej damie polskiego kina przez jej bliskich.

Okazało się, że jej udział w tanecznym programie od początku był oparty na… oszustwie:

Głowy nie dam, ale chyba to Edward Miszczak wymyślił. Pamiętam, że długo mieliśmy problem z obsadą. Sędziowie międzynarodowi tańca towarzyskiego, z którymi się spotykaliśmy, byli jacyś smutni, a musieliśmy kogoś wybrać, bo program był na licencji BBC i wymagano od nas, byśmy zatrudnili specjalistów od tańca. A przecież warunkiem dobrego programu jest osobowość, atrakcyjność jego uczestników. Krótko mówiąc: była bryndza, jedna Pavlović nam się trafiła z biglem, no i Galiński, znany nam wcześniej choreograf. Wciąż jednak brakowało pozostałej dwójki. Z rozpędu, jako że Zbyszkowi Wodeckiemu kończyły się jakieś programy w TVN-ie i był wolny, wzięliśmy Zbyszka. Ale kto czwarty? W kontrze do ruchliwej, przebojowej, wyrazistej Iwony Pavlović szukaliśmy kogoś łagodzącego, takiej postaci, jaką w „Idolu” był mój przyjaciel Jacek Cygan: kulturalnej, ujmującej się za uczestnikami. Beata była idealna.

No i tu się zrobił problem, bo brytyjscy właściciele licencji nalegali, by jurorką została osoba zawodowo związana z tańcem. A Tyszkiewicz nie miała o nim pojęcia, co często podkreślała oceniając uczestników. I wtedy padło kłamstwo, które zaważyło na całej historii programu:

Początkowo mieliśmy kłopot, bo Brytyjczycy, licencjodawcy, kręcili nosami i pytali nas podejrzliwie, czy aby na pewno ta pani ma jakiś związek z tańcem. Skłamaliśmy, że owszem, Beata jest bardzo znaną w Polsce primabaleriną.

Myślicie, że dobrze się stało?

Źródła: www.se.pl, pl.wikipedia.org
Fotografie: Twitter (miniatura wpisu), Instagram, Twitter

Może Cię zainteresować