×

Spalił żywcem żonę i czwórkę dzieci. Liczył na odszkodowanie, aby spłacić długi

Koszmar rozegrał się w miejscowości Jastrzębie-Zdrój. Dariusz P. spalił żywcem żonę i czwórkę dzieci, bo nie był w stanie spłacić swoich długów.

Spalił żywcem żonę i czwórkę dzieci

Do tragedii doszło 10 maja 2013 roku tuż przed godz. 2:00 w nocy. W pożarze domu jednorodzinnego zginęła Joanna P. (†40 l.) i czworo jej dzieci – Justyna (†18 l.), Małgosia (†13 l.), Marcin (†10 l.) i Agnieszka (†4 l.). Ocalał jedynie najstarszy syn Wojtek (24 l.).

Jak ustalili biegli, nie było śladów włamania do domu, a powierzchnia pożaru była niewielka – ok. 15 m kw. To wystarczyło, aby narobić nieodwracalnych szkód. Zatrzymany 48-letni Dariusz P. nie przyznał się do podpalenia domu. Poddano go wówczas obserwacji psychiatrycznej, w wyniku której ujawniono całą prawdę.

Biegli stwierdzili, że jest klasycznym psychopatą, osobą zupełnie pozbawioną uczuć wyższych, nastawioną na realizowanie swoich celów, swoich przyjemności, kompletnie nieodczuwającą empatii. Wszystkie polisy ubezpieczeniowe miały opcję wypłaty podwójnej kwoty w sytuacji nieszczęśliwego wypadku, w przypadku pożaru

– informowała Karina Spruś z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.

Mężczyźnie zarzucono zabójstwo pięciu osób oraz usiłowanie zabójstwa szóstej. Sąd uznał go za winnego i wymierzył mu karę dożywotniego pozbawienia wolności.

W czasie śledztwa okazało się także, że nie był to pierwszy pożar w tym domu. Wcześniej ogień pojawił się od zwarcia instalacji elektrycznej. Wówczas Dariusz P. uzyskał odszkodowanie w wysokości 100 tysięcy złotych.

Bliscy wciąż płaczą

Cała piątka pochowana została w jednym grobie na cmentarzu w Jastrzębiu Zdroju. Serwis Fakt siedem lat po tragedii skontaktował się z ich bliskimi. Brat zamordowanej nie może przebaczyć szwagrowi czynu, którego się dopuścił:

Trudno to wyznać, ale Dariusz był moim dobrym kolegą. Zabiegał o siostrę, cieszyliśmy się, że zostali rodziną. Byli małżeństwem 20 lat. Wciąż nie mogę zrozumieć, jak mógł zrobić coś tak potwornego. Lata nie leczą ran. Nie pałamy nienawiścią, bo jesteśmy religijni, ale ból jest ogromny. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie się z nim spotkać. To otwarta, krwawiąca rana dla całej rodziny, a szczególnie dla moich rodziców. Takiej tragedii w Polsce przecież nie było i oby nigdy więcej się nie wydarzyła.

Szwagier Dariusza P. w rozmowie z Faktem powiedział, że rodzina utrzymuje kontakt z ocalałym synem:

Nikt z nas nie chciałby być w jego skórze. Musiał się z tym wszystkim zmierzyć. On jako jedyny z nas wierzy, że jego ojciec nie zamordował rodziny.

Takiego samego zdania jest również matka podpalacza. Wciąż rozpacza po utracie synowej i wnuków. Wierzy jednak w niewinność swojego syna:

Co miesiąc jeździłam do niego. Odwiedzałam go w więzieniu i płakałam. Odbywa wyrok w Wojkowicach. Teraz z powodu pandemii wizyty są zawieszone. Straciłam synową i wnuki w pożarze. Gdy zobaczyłam syna w sądzie, skutego kajdankami, serce mi krwawiło. Mimo wyroku skazującego wciąż nie wierzę, że mój syn zamordował rodzinę. To niepojęte. Ciągle go kocham, przecież to moje dziecko.

Źródła: uwaga.tvn.pl, www.fakt.pl, newsbook.pl
Fotografie: Player (miniatura wpisu), Player

Polecane

Może Cię zainteresować