Oktawia i jej 2-letnia siostra straciły rodziców. Na razie nie dostaną 500+

15-letnia Oktawia i 2-letnia Iga Tomasik pochodzą z Barkowic w Łódzkiem. Niestety, mimo bardzo młodego wieku, siostry mają za sobą bardzo ciężki bagaż doświadczeń. W krótkim czasie straciły oboje rodziców. Choć wydawać by się mogło, że już gorzej być nie może, na koniec doszła jeszcze decyzja urzędników wojewody łódzkiego.

Oboje byli sobie pisani

Jolanta i Paweł zakochali się od pierwszego wejrzenia 16 lat temu. Jak oboje twierdzili, od samego początku wiedzieli, że są sobie pisani, dlatego ślub wzięli już po 3 miesiącach. Potem na świat przyszła ich pierwsza córeczka, Oktawia.

Zawodowe życie małżonków

Jolanta pracowała w wytwórni świeczek w Piotrkowie, podczas gdy Paweł wyjeżdżał do Niemiec, gdzie pracował jako magazynier. Mimo że nie widzieli się na co dzień, oboje wiedli szczęśliwe życie. 13 lat później urodziła im się druga wspaniała córeczka, Iga. Choć wydawać by się mogło, że wszystko się jakoś ułożyło, chwilę później rozpoczął się prawdziwy, rodzinny koszmar.

Przed sylwestrem 2016 r. siostra poczuła silny ból w klatce piersiowej. Pojechała do szpitala na SOR. Pomogli. Kolejne parę miesięcy leczyli ją na krtań. Dawali antybiotyki. Kiedy zdiagnozowano raka było już za późno. Wiedziała, że umrze, ale zawsze mówiła: musi być dobrze. Mam dzieci. Muszę je wychować. Lekarze mówili nam, że żyła tylko siłą woli – opowiada Bogumiła, siostra Jolanty

Tragiczna śmierć matki

W ciele Jolanty rozwijał się niepostrzeżenie mięsak, nowotwór serca, które nagle zaatakował płuca i kręgosłup kobiety. Mimo interwencji lekarzy, nic nie pomagało. Na pomoc było już za późno, dlatego nawet nie przepisywali jej kolejnej dawki chemii. Kilka dni później, w lutym bieżącego roku, zmarła.

Kolejny potworny cios dla rodziny

Trzy miesiące później zmarł ojciec dziewczynek, Paweł. Jak do tego doszło?

Tato zawsze dzwonił po pracy. Pytał co w szkole. A kiedy przyjeżdżał, rozmawialiśmy godzinami – wspomina Oktawia

Tak było i tym razem. Podczas jednej z ostatnich rozmów z dziewczynkami, obiecał, że kiedy wróci w czerwcu, zacznie remont poddasza, gdzie będą pokoje jego córek. Niestety, obietnicy nigdy już nie udało mu się spełnić. Mężczyzna zmarł w drodze powrotnej do Niemiec w samochodzie na parkingu. Miał tętniaka, a na ratunek było już za późno.

To już było ponad siły… Kiedy siostra zachorowała, przyjechałam z Norwegii, żeby pomóc, potem wróciłam do pracy. Już miało się wszystko ułożyć, a tu… szok. Ta wiadomość, że Paweł nie żyje. Że dzieci są same… – mówi ze łzami w oczach Bogumiła

Jej życie wywróciło się do góry nogami

Bogumiła chwilę później przyjechała do Polski. Przyjechała do dziewczynek, które zostały bez rodziców. Kobieta niemal natychmiast dostała prawo do sprawowania pieczy zastępczej dla dziewczynek. Wtedy jej życie zmieniło się raz na zawsze. Matka zastępcza nie mogła podjąć pracy, ponieważ musiała zajmować się małą Igą. Czeka, kiedy mała podrośnie i pójdzie do przedszkola, a wtedy znajdzie pracę. Szanse na godne życie były był bardzo niewielkie, a jedyną nadzieją na jakąkolwiek pomoc wydawało się być 500+ – świadczenie, które należało się tylko jednemu z dwójki dzieci.

„Nikt w urzędzie nie powiedział mi wprost: nie dostaniecie pieniędzy, nie przysługują”

Świadczenie dla dzieci wydawał w tym przypadku Urząd Wojewódzki w Łodzi, ponieważ ojciec dziewczynek pracował w Niemczech. Kiedy Jolanta jeszcze żyła, złożyła wniosek o przyznanie 500+, gdy tylko Iga przyszła na świat. Dostała wtedy pieniądze za okres od lipca 2016 do czerwca 2017. Później na jej konto nie wpłynęła już ani złotówka.

Sprawy toczyły się w nieskończoność, czas mijał, a tu ani decyzji, ani odmowy, ani pieniędzy. Urzędnicy nas zwodzili, że konsultują z prawnikami, zarzucali nas paragrafami z ustaw… Siostra była chora. Walczyła o życie. Nie miała siły biegać po urzędach. Kiedy zmarła, nadal nic nie było wiadomo. Ktoś nam wreszcie podpowiedział, żeby złożyć drugi wniosek, bo kiedy mama dzieci nie żyje, to pieniądze przepadną – mówi Bogumiła

Ponowne złożenie wniosku

30 marca bieżącego roku mąż zmarłej kobiety ponownie złożył wniosek o przyznanie 500+. Wydawać by się mogło, że wszystko jest na dobrej drodze do otrzymania świadczenia, a już za kilka tygodni otrzymają pierwsze pieniądze. Rzeczywistość okazała się być jednak zupełnie inna.

Szwagier zmarł 13 maja, a o tym, że Iga nie dostanie pieniędzy z 500+ dowiedziałam się w sierpniu i to przypadkiem. Nikt w urzędzie nie powiedział mi wprost: nie dostaniecie pieniędzy, nie przysługują. Było przeciąganie i zwodzenie. I o to mam żal do urzędników. Nam nie chodzi o te pieniądze, chociaż w sytuacji dziewczynek przyda się każdy grosz. My sobie damy radę. Ale są rodziny, dla których 500+ to jest być albo nie być. Nie można tak traktować ludzi. To bardzo boli – dodaje siostra zmarłej kobiety

Co na to urzędnicy?

Głos w prawie świadczenia dla dziewczynek zabrała Dagmara Zalewska, rzecznik wojewody łódzkiego. Kobieta twierdzi, że procedura przyznania świadczenia 500+ była przeprowadzana dwa razy. Trwało to tak długo ze względu na pracę taty w Niemczech. Niezbędny okazał się więc kontakt ze stroną niemiecką w celu sprawdzenia statusu rodziny, a w konsekwencji przyznania świadczenia.

Przepisy jasno wskazują, że świadczenie jest związane z wnioskodawcą. Dlatego śmierć wnioskodawcy spowodowała umorzenie postępowania. Teraz ciocia jako prawny opiekun może złożyć wniosek, ale przepisy nie pozwalają na wypłatę świadczenia za wcześniejsze miesiące. Być może jest możliwość wypłaty renty z ubezpieczenia ojca za granicą. Rodzinę przekazaliśmy pod opiekę MOPS w Sulejowie – mówi pani Zalewska

Poruszające słowa Oktawii

Do całej sprawy odniosła się również nastoletnia Oktawia, córka zmarłego małżeństwa. Dziewczynka twierdzi, że „gdyby była urzędnikiem, nigdy by tak nie postąpiła”. W końcu są od tego, żeby pomagać ludziom. Na tym jednak nie poprzestała. Oktawia nawiązała również do śmierci mamy i taty. Jej słowa chwytają za serce i pokazują, że mimo przeciwności losu, wraz z siostrą zrobi wszystko, aby zmarli rodzice mogli być z nich dumni. 

Gdybym była urzędnikiem, nigdy bym tak nie postąpiła. Oni powinni ludziom pomagać. Nam nie pomogli w niczym. Nie liczę już na żadną pomoc. Musimy sobie poradzić sami. Mama, tata daliby radę. My też damy. I kiedy skończę szkołę chcę przyjść na ich grób i powiedzieć: Mamo, widzisz. Możesz być z nas dumna. Tato, wyremontowaliśmy górkę w domu. Mamy tam swoje pokoje. Tak jak wy byście chcieli. Spełniliśmy za was wasze marzenia o domu – dodaje dziewczynka

„Skupiam się na dziewczynkach, bo dzieci dla mojej siostry i szwagra były wszystkim”

Bogumiła doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że w ostatnim czasie spadły na nią dosłownie wszystkie zmartwienia. Zmartwienia, z którymi z pewnością nie każdy by sobie poradził, jednak ona robi wszystko, aby pomóc dziewczynkom, bo wie, że były dla jej zmarłej siostry i szwagra całym światem.

Nie mogę zawieść siostry i szwagra. Ich uczucie było takie silne. Paweł zmarł dokładnie w urodziny Joli. Taki znak? Tak było im pisane? Na te pytania nie umiem znaleźć odpowiedzi. Skupiam się na dziewczynkach, bo dzieci dla mojej siostry i szwagra były wszystkim – mówi Bogumiła

Miejmy nadzieję, że o sprawie Oktawii i Igi usłyszy jak najwięcej ludzi i w końcu znajdzie się ktoś, kto zechce wyciągnąć do nich pomocną dłoń. One naprawę potrzebują pomocy, a po tym, co przeżyły, w zupełności na nią zasługują.

Źródło: fakt.pl, dziennik-polityczny.com | Fotografie: imgur.com