×

Przerażające sceny prosto z Chin. Weryfikujemy informacje dotyczące epidemii koronawirusa

Epidemia szaleje i nie schodzi z ust dziennikarzy, youtuberów czy zwykłych internautów. Czy „przerażające sceny prosto z Chin” są zawsze prawdziwe?

Łamanie praw człowieka

Chińska Republika Ludowa nie jest demokratycznym państwem i kwestia praw człowieka była wielokrotnie poruszana na arenie międzynarodowej. Obywatele są sprawdzani na każdym kroku i wszelkie „buntownicze” podejścia są tu błyskawicznie duszone w zarodku. 

Dla wielu Chińczyków opór wobec kwarantanny będzie wyrazem oporu wobec władzy, z którą się nie zgadzają.

Od kiedy władze poszczególnych miast zakazały wychodzić mieszkańcom z domów w sieci krążą filmiki, gdzie rzekomo służby państwowe spawają wejścia do budynków. Według argumentacji ich autorów ich zadaniem jest zablokowanie uwięzionych w środku chorych mieszkańców. 

Jednakże, jak widać blokowane są frontalne drzwi, nie zaś okna na parterze, przez które mieszkańcy mogliby opuścić budynek. Zdarzały się także przypadki (jak ten widoczny na koniec), że to inni mieszkańcy blokowali sąsiadów, których podejrzewali o chorobę.

Władze Chińskie nie poinformowały o takowym sposobie walki z epidemią. „Przerażające sceny prosto z Chin” nie zawsze muszą być prawdą.

Roboty obsługują pacjentów

Chiny zainwestowały olbrzymie środki pieniężne jeśli chodzi o medycynę. Nie dziwi więc używanie robotów na salach operacyjnych czy na szpitalnych korytarzach. Obecnie w trakcie epidemii maszyny są częstym widokiem, gdyż odciążają personel w kwestiach np. dostarczania żywności.

Broń biologiczna, likwidacja oporu czyli teorie spiskowe

W sieci od początku wybuchu epidemii mówi się o tym, że nie jest to zwykły wirus. Pojawiło się już wiele teorii i najsłynniejsza jest ta odnośnie broni biologicznej oraz powstanie koronawirusa w laboratorium. Jednak te plotki zostały zdementowane i okazały się nieprawdziwe.

Warto mieć na uwadze, że podejście do czystości czy gęstość zaludnienia w Chinach różnią się diametralnie od tych w Europie.

Przerażające sceny prosto z Chin

Poniżej filmik, jak rzekomo władza na siłę zamyka ludzi w izolatkach. Według jednego z chińskich komentujących, kobieta na filmiku sama zgłosiła się do szpitala z objawami wirusa, a ten wysłał po nią transport.

W obliczu niedoboru karetek oraz sprzętu ratowniczego, używa się każdego dostępnego środku transportu. Lekarze (bądź ratownicy medyczni) nie mogą przebywać z osobą, która może być zarażona.

Potwierdzeniem działań rządowych mają być krematoria, które działają na terenie Chin. Jednakże działają one od wielu lat i według tamtejszych ekspertów to najlepszy oraz najszybszy sposób pozbywania się ciał osób, które zmarły z powodu choroby. Tradycyjne pogrzeby mogłyby zwiększyć rozmiar epidemii.

W obliczu epidemii usuwanie zwłok w ten sposób to według władz Chin jedyny sposób, aby wirus nie przedostawał się dalej

Poniżej widzimy jedno z krematorium, które pracuje 24 godziny na dobę.

Najnowsze statystyki dotyczące koronawirusa

Obecnie łącznie w Chinach zakażonych koronawirusem 2019-nCoV jest obecnie 42 638 osób.  Podano informację, że 3996 wyzdrowiało, niestety wciąż 7333 pacjentów jest w stanie ciężkim lub krytycznym.

21675 przypadków jest podejrzanych, lecz warto tutaj zaznaczyć, że chińskie władze zmieniły definicję podejrzanych przypadków. Jeśli pacjent jest chory, ale nie ma przejawów infekcji nie jest klasyfikowany jako potwierdzony przypadek.

Zmarło 1016 Chińczyków, a dwa inne zgony potwierdzono w innych rejonach świata. Powyższe dane to oficjalne informacje rządowe.

Przerażające sceny prosto z Chin są idealnym materiałem dla mediów, jednak sami Chińczycy (co potwierdzają europejscy lub amerykańscy dziennikarze oraz YouTuberzy) podchodzą do epidemii na spokojnie, choć są nią zaniepokojeni. Z wyboru bądź też nie, ufają, że władza rozwiąże ten problem.

Nie da się żyć w Wuhan?

W sieci jest pełno nagrań, gdzie ludzie padają na ulicy z powodu koronawirusa, a szpitale są przepełnione. Jednakże sytuacja w Wuhan nie jest aż tak tragiczna, jak chciałyby tego media, choć lokalne tragedie się zdarzają. Na serwisie YouTube znajdują się vlogi wykonywane przez jednego z mieszkańców Wuhan:

Mamy także codzienne nagrania Polaka, który od 10 lat mieszka w Chinach. Pokazuje on opustoszałe ulice oraz miasta, jednak nie widać tam tak drastycznych scen jakie mają miejsca na krótkich nagraniach na Twitterze:

Warto pamiętać, że w Chinach jest silna propaganda i kontrola nad treścią dodawaną w sieci. To nie znaczy jednak, że nie należy weryfikować informacji i wierzyć we wszystko, co wzbudza w nas wielkie emocje.

Źródła: www.facebook.com, www.businessinsider.com, polityka.news
Fotografie: Twitter (miniatura wpisu), Twitter

Polecane

Może Cię zainteresować