×

W miejscowości Biery koło Bielska-Białej doszło do tragicznego zdarzenia. Na jednym z placów zabaw bawiły się dzieci, a wśród nich dwuletni chłopczyk. Zjeżdżał ze zjeżdżalni, gdy w jednej chwili podbiegł do mamy i powiedział, że boli go ciało, a szczególnie uda i pośladki. Szybko okazało się, że dziecko jest poparzone, a na wszystkich urządzeniach ktoś wylał żrącą substancję.

Policja zareagowała i zamknęła plac zabaw w obawie przed kolejną tragedią

Gdy 2-latek powiedział, co go boli, mama szybko pojechała z nim do szpitala pediatrycznego w Bielsku

Na miejscu okazało się, że dziecko ma poparzenia pierwszego i drugiego stopnia. Lekarze są zgodni co do tego, że musiała to spowodować jakaś żrąca substancja. Ryszard Odrzywołek, dyrektor Szpitala Pediatrycznego w Bielsku-Białej w rozmowie z TVN24 powiedział: „Gdyby to był bezpośrednio naskórek, a dziecko nie miałoby grubego ubrania, to wymagałoby hospitalizacji i długotrwałego leczenia, z możliwością przeszczepów skórnych włącznie. Poparzenia chemiczne są niebezpieczne”.

Policja cały czas szuka sprawcy haniebnego czynu

Chemiczne substancje zostały znalezione na huśtawce, bujakach i urządzeniach siłowni i zjeżdżalni. Niestety przy placu nie ma zamontowanych kamer. Policja szuka świadków zdarzenia.

Uważajcie na swoje pociechy i sprawdzajcie dokładnie place zabaw, zanim pozwolicie dzieciom z nich korzystać
________________________________
*zdjęcie ma charakter poglądowy

Polecane

Może Cię zainteresować