×

Pitbull zagryzł 12-latka. Rozprawę przerwano z powodu zachowania właściciela psa

Mija dokładnie rok od tragedii, gdy pitbull zagryzł chłopca. Właściciel wpadł w taką rozpacz, że przerwano rozprawę na chwilę.

Pitbull zagryzł chłopca

Pod koniec września ubiegłego roku media obiegła informacja o tym, że pitbull pogryzł dziecko. Do dramatu doszło dokładnie 28 września — tego dnia 12-letni Kamil wybrał się w odwiedziny do swojego o rok młodszego kolegi, Szymona. W jego mieszkaniu były też dwa psy, które z niewiadomych przyczyn zaatakowały Kamila. 12-latek z ciężkimi obrażeniami trafił do szpitala — miał głębokie rany kąsane szyi, twarzy, klatki piersiowej i złamaną rękę. Ranny został również Szymon, jednakże nie tak ciężko, jak drugi chłopiec.

Kamil trafił najpierw do szpitala w Przemyślu, potem przewieziono go do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach, gdzie lekarze walczyli o jego życie. Niestety 12-latek zmarł po dwóch dniach.

Właścicielem psów okazał się Mariusz S. (50 l.), który po tragicznym incydencie został aresztowany, a jego zwierzęta trafiły do schroniska. Mężczyzna wkrótce został zwolniony z aresztu. 18 czerwca wpłynął przeciwko niemu akt oskarżenia. Okazało się, że był on w przeszłości karany za przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu.

Dokładnie rok po tragicznych wydarzeniach w Sądzie Okręgowym w Przemyślu ruszył proces przeciwko Mariuszowi S.

Proces właściciela pitbulla

Jak podaje Super Express, rozprawa rozpoczęła się we wtorek (28 września) o godz. 8:30. Oskarżony Mariusz S. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Stanowczo twierdził, że nie wiedział on, iż na utrzymanie psów rasy niebezpiecznej potrzebne jest pozwolenie. Mężczyzna tłumaczył, że zwierzęta zakupił w internecie za 700 i 800 złotych. Został także oszukany — chciał psy z rodowodami, ale sprawdził w internecie, że nie są one oryginalne.

Dlaczego zdecydował się na zakup tak niebezpiecznej rasy? Jak zeznał przed sądem, na zakup namówiła go partnerka, która przeczytała w internecie, że pitbulle są przyjacielskie dla domowników i nie ma z nimi problemów. Mariusz S. relacjonował także, że zwierzaki nie były niebezpiecznie — raz zdarzyło się, że zahaczyły kłem jego partnerkę przy spożywaniu przez nich jedzenia.

Jednakże na sąsiadów nie reagowały agresywnie, a Szymonowi zakazał przyprowadzania kolegów nie z obawy o groźne psy, lecz bał się, że chłopcy zniszczą rzeczy w mieszkaniu. Ponadto w domu były zamocowane haki po dwóch stronach przedpokoju — pitbulle były do nich przypinane na szelkach w ramach kary za złe zachowanie.

Mariusz S. płakał w sądzie. Łzy ocierała też mama zmarłego Kamila, która była obecna na sali. Kręciła głową z dezaprobatą, gdy mężczyzna składał wyjaśnienia, ale odmówił odpowiadania na pytania prokuratora i oskarżyciela posiłkowego. Na dzisiaj zaplanowano też wysłuchanie zeznań Szymona.

Źródła: www.se.pl
Fotografie: Pixabay, Facebook

Może Cię zainteresować

zamknij