×

12 niezwykłych kobiet, które wygrały walkę z rakiem. Wzięły udział w pięknej sesji

Dramatyczne statystyki pokazują, że na nowotwór piersi choruje coraz więcej Polek. Lekarze niczym jak mantrę powtarzają, że im szybciej wykryty rak, tym większa szansa na wyleczenie go. O dziwo, ich wypowiedzi nie zawsze motywują kobiety do badań.

Trzynaście wyjątkowych Pań, postanowiło zabrać głos w tej sprawie. Sposób, w jaki zachęcają do badania się, powala na kolana!

Piękna akcja, 12 kobiet i 12 fotografii. Każda z nich jest inna i ma inną historię, lecz łączy je nowotwór i ogromna chęć do życia! Wzięły udział w niezwykłej kampanii społecznej „Żyję pełną piersią – nie dam się rakowi”, zorganizowanej przez Fundację Arena i Świat z Leszna.

Malunki na ciałach kobiet odzwierciedlają, co jest dla nich ważne, co daje im radość i siłę…

Gosia – 38 lat

„Wzięłam udział w kampanii, ponieważ moja historia jest dość niezwykła. Badam się od zawsze. W 2000 roku wykryłam u siebie guz piersi, następny pięć lat później. Chcę przypomnieć wszystkim kobietom, jak ważne jest wczesne wykrycie zmian w ciele. Dzięki temu, że jestem zdrowa mogę karmić piersią drugiego już synka. Nie stanowi przeszkody to, że byłam operowana dwa razy. Na dodatek po specjalistycznych badaniach zostałam dawcą szpiku dla mojej bliźniaczki genetycznej. Wystarczyło wysłać zgłoszenie do Fundacji DKMS. Pamiętam dzień, w którym otrzymałam informację, że ktoś na świecie potrzebuje mojej pomocy. (Bodypainterka) Monika Nyżnyk namalowała na moim ciele pamiątkę tego zdarzenia, puzzel Fundacji DKMS. Monika wspaniale ujęła to, co dla mnie ważne: naturę, dzieci, które tulę i kobiecość.”

Ludwika – 70 lat

„Amazonka od 2006 roku. Mimo wielu przeciwnościom losu znajduję radość w małych rzeczach. Podziwiam naturę, słońce, kwiaty. Cieszę się życiem.”

Arleta – 56 lat

„Byłoby efekciarskie i banalne, gdybym stwierdziła, że jestem wdzięczna za chorobę. Bo nie jestem. Ale jestem za to wszystko, co podczas niej i po niej się zadziało. Podczas mojej walki poznałam wiele wspaniałych osób, dzięki którym było łatwiej poradzić sobie z tym wszystkim. Teraz moim największym pragnieniem jest, aby to wszystkie dobro, które otrzymałam przekazać dalej. To że mogłam wziąć udział a projekcie Żyję Pełną Piersią jest dla mnie cudownym doświadczeniem. Pani Justyna tak pięknie namalowała mi ogrodowy gorset na moim ciele, że musiałam walczyć z pokusą, aby nie przespacerować się z odkryta piersią środkiem ulicy. To są chwile dla których warto żyć i walczyć.”

Beata – 58 lat

Często mówię, że odebrano mi pierś ale urosły mi skrzydła, by pomagać innym. Zaraz po zabiegu powiedziałam sobie, że nie poddam się tak łatwo . Jestem członkiem zarządu Poznańskiego Stowarzyszenia Amazonek oraz członkiem Zarządu Federacji Stowarzyszeń Amazonek. Prężnie działam w klubie, szerzę profilaktykę. Jestem ochotniczką tzn. pomagam pacjentkom po zabiegu odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Chcę pokazać, że „nie ma rzeczy niemożliwych”, dlatego bez wahania zgodziłam się wziąć udział w kampanii. Chcę być wszędzie tam, gdzie można pokazać, że życie jest piękne i nie można się poddawać. Muszę zaznaczyć, że w moich postanowieniach bardzo wspiera mnie rodzina”

Paula – 32 lata

„Jestem młodą matką, żoną, przyjaciółką – osobą kochającą przygody, podróże i kwiaty. Bujającą w obłokach kobietą, na której drodze stanął rak piersi. Umierałam. Płakałam. Bałam się. „Cześć – mam raka”, od tych słów zaczęła się moja walka. Moja siła, aby zawalczyć o samą siebie. Tęsknota za wiatrem we włosach i zapachem wiosennych maków pomagała mi przedzierać się przez chorobę. Trzymając za rękę najbliższych dążę do wyznaczonego celu: chcę żyć.”

Weronika – 53 lata

„Jednego jestem pewna. Nie można się poddać w walce o siebie, zrezygnować ze swoich potrzeb i z wiary w swoje możliwości. Droga do marzeń i ich spełnienia zawsze jest otwarta.”

Karolina – 33 lata

„Korzystaj z życia… Pamiętaj nowotwór to nie wyrok, to przewlekła, choroba którą musimy pokonać, „bo jak nie my to kto?” Pokonując „go” spotkałam na swojej drodze wielu wspaniałych ludzi, którzy dodali mi siły do walki. Przekonałam się że życie jest zbyt piękne, by przejmować się problemami. Dlatego nie trać czasu na żale, zacznij działać i nigdy się nie poddawaj! Malunek na moim ciele odwołuje się do bojowego nastawienia oraz ciągłej gotowości do walki.”

Teresa – 69 lat

„Mój udział w kampanii wpisał się w 25 rocznicę świętowania zdrowia. W lutym upłynęło 25 lat od operacji amputacji piersi. Od tego czasu nie miałam żadnych nawrotów, co mnie ogromnie cieszy. Swoją historią chciałam pokazać innym kobietom, że życie nie kończy się na raku, że po chorobie można cieszyć się zdrowiem i spełniać. Dziś mam sporo czasu, by oddawać się swojej pasji, jaką jest szydełkowanie. Na moim ciele artystka wiarygodnie odwzorował wygląd serwetek, które dziergam na szydełku oraz herbacianych róż, które razem tworzą piękny gorset sukni. Jestem gotowa na bal!”

Ania – 31 lat

„Nigdy nie bałam się wyzwań i wierzyłam, że jeżeli człowiek czegoś bardzo chce, to może wszystko osiągnąć. Niestety, nie zawsze mamy wpływ na to, co niesie nam życie. Nie zawsze jesteśmy w stanie przewidzieć przyszłość i ją zaplanować zgodnie ze swoimi oczekiwaniami. To, co mnie spotkało, było nie do przewidzenia, a spadło na mnie jak grom z jasnego nieba przewracając moje życie do góry nogami. Diagnoza była jednoznaczna – złośliwy guz mózgu. Poddałam się operacji, która okazała się sukcesem. Czekała mnie jednak chemioterapia i radioterapia, aby uniknąć nawrotu choroby…
W takich ciężkich chwilach najważniejszy jest stan psychiczny, to jak podchodzimy do życia i do sytuacji, która stała się naszym udziałem. W swoim życiu kierowałam się zawsze (i mam zamiar robić tak dalej) jedną myślą wygłoszoną kiedyś przez Martina Luthera Kinga: „Nie musisz widzieć całych schodów. Po prostu pokonaj jeden stopień”. I ja to właśnie robię, bo „życie nie jest ani lepsze, ani gorsze od naszych marzeń. Jest po prostu zupełnie inne” (William Shakespeare)”

Edyta – 37 lat

„Piękne malunki na moim ciele są odzwierciedleniem tego, co czuję po chorobie „przeszłam piekło a znalazłam swoje niebo”.
Pragnę się zwrócić do kochanych kobiet, które właśnie przechodzą to „piekło” i walczą z chorobą. Podczas swojej walki usłyszałam piękne słowa, które mi pomogły i zostały głęboko w serduchu. Pan Bóg wybiera wyjątkowe osoby które są w stanie ten ciężar udźwignąć! Dlatego pamiętajcie, jesteście niesamowite i walczcie już tu i teraz! To ten moment.”

Ilona – 40 lat

Fundacja Arena i Świat

„Mam jedno fantastyczne, niepowtarzalne życie. To choroba uzmysłowiła mi jego bezcenną wartość. Znak serca, który mam na sobie jest moją walką o życie, siłą do walki oraz miłością do rodziny. Kitel symbolizuje pracę bez której nie potrafię żyć i to, że pomimo choroby można wrócić do życia zawodowego. Bluszcz to znak nowego życia, które otrzymałam po chorobie. Zachęcam kobiety do badań profilaktycznych, bo one ratują życie. Ja jestem tego dowodem. Dziękuję Bogu za życie. Kobietki badajcie się! Macie dla kogo żyć, tak jak ja.”

Regina – 53 lata

Fundacja Arena i Świat

„Kiedy zobaczyłam pierwszą edycję kampanii moim marzeniem było wziąć udział w kolejnej. Chciałam się przekonać czy sprostam wyzwaniu i przełamię swoje słabości. Otuchy dodawała mi myśl, że przecież nie mam się czego wstydzić. Od dziewięciu lat walczę z chorobą, a najwięcej sił dodają mi moje wnuki. Malunek przedstawia mnie jako barwną papugę, która roztacza swoje skrzydła wokół gniazda. W gnieździe znajduje się 7 jaj, które symbolizują siedmioro moich wspaniałych wnucząt. Dla nich warto żyć!”

Piękny gest tych odważnych kobiet po przejściach są niezwykłą inspiracją!

Może Cię zainteresować

zamknij