×

2,5-letnie dziecko w obozie koncentracyjnym. „On płakał nie ze strachu…”

Naziści mieli jeden cel – zlikwidować opór i wybić gorsze rasy. Nic dziwnego, że Niemcy wysyłali dzieci do obozów koncentracyjnych.

Polityka aryjska

Wrzesień 1939 roku był ostatnim miesiącem istnienia II Rzeczypospolitej Polskiej. Wówczas Niemiecka III Rzesza zaatakowała Polskę pod pretekstem „agresji z jej strony”. Pomimo tego, że polscy żołnierze robili co mogli, nie byli wstanie zatrzymać najeźdźcy. Słabe dowodzenie, błędy strategiczne czy atak ZSRR ze wschodniej granicy zaprzepaściły nadzieję na zwycięstwo.

To był jednak początek upokorzeń Narodu Polskiego. Niemcy błyskawicznie wprowadzili swoje rozwiązanie rasowe, likwidując inteligencję oraz elity polityczne. Represje dotknęły także zwykłych, niewinnych ludzi.

Co najgorsze, bestie w mundurach nie miały litości nawet dla malutkich dzieci…

Niezwykły wywiad

Pan Bohdan Kończak urodził się w 1935 roku w Mosinie (woj. wielkopolskie) i gdy wybuchła II Wojna Światowa, miał zaledwie 4 lata. Wojna nie oszczędziła jego bliskich. O swoich losach opowiedział w bardzo osobistym wywiadzie na kanale YouTube „Świadkowie Epoki”.

Najpierw aresztowano jego wujka dr. Franciszka Witaszka za działalność podziemną. Później Gestapo przyszło w środku nocy po jego rodziców. Ci wiedząc, że mogą zostać zabrani, poprosili sąsiadkę o zajęcie się panem Bohdanem oraz jego bratem.

Chłopcy spali, gdy ich rodziców zabrano. Dopiero ich opiekunka powiedziała im, gdzie oni są:

A gdzie jest mama? Mama pojechała do Poznania odpowiedziała sąsiadka. O to jedziemy do babci! Nie idziecie, bo babcia z dziadkiem też pojechali do Poznania.

Po godzinie 8:00 w domu pojawiły się dwie Niemki, które przybyły zabrać chłopców. Założyły im tabliczki z imionami na szyję i zaprowadziły na peron. Dzieci nie wiedziały, co ich czeka.

Niemcy wysyłali dzieci do obozów

Transport z Mosiny liczył 53 dzieci, wśród nich były maluszki mające pół roku. Wszystkie miały trafić do Poznania, gdzie Gestapo decydowało o ich losie. Bracia trafili do Łodzi do tzw. „Małego Auschwitz”. Pan Bohdan nie ukrywa, że pewne obrazy dalej go prześladują:

Ten biedny Mareczek do dzisiaj słyszę jego płacz. Jak on płakał, on nie ze strachu płakał, ale z głodu i pragnienia. 2,5 letnie dziecko. Przecież jak on od wczoraj nic nie zjadł, ani się nie napił.

Dzieci także musiały pracować. Dolnym limitem był wiek 8 lat, toteż pan Bohdan od rana do wieczora wykonywał różne czynności na terenie obozu. Pracował wszędzie tam, gdzie wymagali tego nadzorcy. Do tego dochodziła aktywna musztra.

Warunki były okropne. Dzieci dostawały minimalne ilości jedzenia (pół kromki chleba i trochę czarnej kawy) i mogły się myć tylko w zimnej wodzie. Jak wspomina mężczyzna, obóz przy ulicy Przemysłowej był podzielony na dwie części. W jednej byli młodsi więźniowie, w drugiej zajmowano się produkcją i przebywali tam głównie nastolatki.

Wspomnienia pana Bohdana są poruszające i warto ich samemu posłuchać:

*Zdjęcia mają charakter poglądowy
Źródła: www.youtube.com
Fotografie: Twitter, www.facebook.com

Polecane

Może Cię zainteresować