×

100 lat temu pozwoliła zamknąć się na 10 dni w szpitalu psychiatrycznym. Wiele tam widziała

Są ludzie, którzy po prostu nie obawiają się niczego i nie ma dla nich granic w tym, aby osiągnąć swój cel. Można powiedzieć, że gonią swoje marzenia niezależnie od tego, jak często świat rzuca im pod nogi kłody.

Taka była też Nellie Bly, dziennikarka, która stała się prawdziwą legendą i inspiracją dla wielu młodych dziewcząt.

Urodziła się w 1866 roku jako Elizabeth Cochran w Pensylwanii (USA) i dorastała w dość specyficznych warunkach. Już jako nastolatka chciała zarabiać sama i wspierać matkę i 14 rodzeństwa. Ojciec zmarł wcześnie, przez co czuła potrzebę, aby zająć się rodziną. Zaczęła kształcić się w kierunku nauczycielskim, ale nie miała wystarczająco dużo pieniędzy, aby móc kontynuować naukę.

Niemniej jej talent był na tyle duży, że prędzej czy później musiał zostać odkryty. W 1885 roku przeczytała kontrowersyjny artykuł w gazecie „The Pittsburgh Dispatch”, którego autor ograniczył istnienie kobiet do gotowania i macierzyństwa. Pełna oburzenia napisała odpowiedź, która tak bardzo poruszyła redaktora gazety, że zatrudnił Elizabeth jako stałego reportera. Zaczęła pisać pod pseudonimem „Nellie Bly”.

Czytelnicy uwielbiali jej krytyczne spojrzenie na niektóre sprawy. Nikogo nie zdziwiło, gdy okazało się, że Nellie zacznie pisać dla „The New York World”, gdzie dostała zlecenie, które wydawać by się mogło, że będzie kamieniem milowym w jej karierze.

Dziennikarka miała napisać o szpitalu psychiatrycznym „New York City Lunatic Asylum”, który mieścił się między dzielnicą Queens i Manhattanem. Byli pracownicy dzielili się informacjami, jakoby pacjenci byli traktowani bardzo źle. Nie było innego wyjścia dla Nellie – zdecydowała, że sama umieści się w tym szpitalu, aby zobaczyć na własne oczy to, co się tam dzieje.

Jej pracodawca zapewniał, że w środku kobieta będzie maksymalnie 10 dni. Kiedy Nellie zapytała stróża o to, jak jest w środku, on odpowiedział, że to okropne miejsce, z którego nigdy nikt nie wyszedł…

To, co przeżyła tam kobieta, przekracza jakiekolwiek wyobrażenie o tym miejscu. 1600 pacjentów – dwa razy więcej niż zakładano. Jedli oni spleśniały chleb, zupy, które były wodą i zgniłe owoce. Tylko raz w tygodniu byli myci w lodowatej wodzie, a między ich nogami biegały szczury.

Pacjenci byli źle leczeni, bici, zastraszani, wiązani, ścinano im włosy i oblewano lodowatą wodą.

Każdy, kto skarżył się lekarzom, ponosił później karę, którą wymierzali opiekunowie. Nikt nie wierzył pacjentom…

Nikt nie przejmował się zaburzeniami pacjentów, ale Nellie zauważyła, że wiele osób, z którymi obcowała, nie cierpiało z powodu chorób. Byli to ludzie, którzy nie mówili po angielsku lub po prostu byli zbyt biedni i zbyt słabi, aby dbać o siebie. Po dziesięciu dniach adwokat Nellie stał przy drzwiach i dał jej natychmiastowe zwolnienie z określonymi prawnymi groźbami. Dobrze, że tak się stało, bo w przeciwnym razie prawdopodobnie nigdy nie ujrzałaby światła dziennego.

Nellie napisała reportaż, który miał uczynić ją sławną: „Dziesięć dni w domu wariatów”. Publiczne oburzenie, które wzbudził jej artykuł doprowadziło do tego, że zaczęto interesować się kliniką. Opiekunowie ponieśli odpowiedzialność za swoje czyny, a sytuacja pacjentów została poprawiona.

Nellie kontynuowała swoją pracę. Została cenioną autorką i bojowniczką o prawa robotników. Jej światowa sława pomogła udostępnić teksty szerokiemu gronu odbiorców i zainspirowała niezliczone młode kobiety i dziewczęta do podążania jej śladami. Zmarła w 1922 roku, w wieku 57 lat, w swoim ukochanym Nowym Jorku. Dwa lata wcześniej cieszyła się z odniesionego sukcesu sufrażystek.

Wiele poświęcała, aby walczyć o prawdę. W tamtych czasach to było wielce ryzykowne posunięcie!

Polecane

Może Cię zainteresować