×

Nastolatki masowo rodzą dzieci. Wychowawca daje im lalki, żeby je zniechęcić

Te nastolatki masowo rodzą dzieci. Robią to, ponieważ chcą stworzyć coś, czego same nigdy nie miały – kochającą się rodzinę. Nie są gotowe na macierzyństwo, nie mają świadomości, z czym się ono wiąże. By zapobiec masowym ciążom, wychowawca wpadł na nietypowy pomysł.

Nastolatki masowo rodzą dzieci

Gdy w 2014 roku stacja MTV wyemitowała serial „Teen Mom Poland”, o jego uczestniczkach zrobiło się głośno na całym świecie. Stały się gwiazdami, pozującymi do reklam w strojach superbohaterek. Ale gdy kamery zgasły, pozostała zwykła, szara rzeczywistość. Dzieci miały pod opieką dzieci. Zupełnie nie miały świadomości tego, jaki ciężar spoczął na ich barkach.

W Polsce, gdzie ciąże nazywa się „stanem błogosławionym”, a edukacji seksualna jest w opłakanym stanie, nastoletnie dziewczynki często nie mają pojęcia, jakie kłopoty mogą na siebie ściągnąć jedną nieprzemyślaną decyzją. Pokazuje to przykład dziewczynek z Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Goniądzu nad Biebrzą.

Przebywają w nim niepełnoletnie dziewczyny, które sprawiały problemy wychowawcze. Wagarowały, wpadły w złe towarzystwo, sięgały po używki. Na koncie niektórych są także poważniejsze przekroczenia, jak handel narkotykami czy kradzieże. Ale tak naprawdę największym „przewinieniem” tych dziewczyn jest fakt, że urodziły się w przemocowych, dysfunkcyjnych rodzinach. Nie miały skąd czerpać odpowiednich wzorców. Dlatego teraz marzą o tym, by stworzyć własny dom wypełniony miłością, której same nie zaznały.

Historie Gosi, Dominiki, Eweliny i Alicji, opowiedział Mikołaj Lizut w filmie „Już tu nie wrócę”. Rozmawiała z nim dziennikarka „Gazety Wyborczej”.

„Przepustka do dorosłości”

Do placówek takich jak ta trafia problematyczna młodzież w wieku od 13 do 18 lat. Nastolatki mogą wychodzić na zewnątrz, jeśli zgodzi się na to wychowawca. Mogą też korzystać z dodatkowych zajęć, uprawiać sport, jeździć konno itd. Ale ich pobyt w ośrodku nie jest sielanką. Wbrew pozorom panuje w nim gorszy rygor niż w zakładzie poprawczym. Nastolatki muszą się uczyć i pracować w ośrodku. Często mają dość życia w placówce, posłuszeństwa wobec wychowawców, wykonywania obowiązków. Marzą o własnym domu, kochającej się rodzinie. I właśnie to marzenie często prowadzi je do zguby. Dzieci decydują się na dzieci.

W ich głowach dziecko to jest przepustka do dorosłości. Kiedy urodzą, inni wreszcie przestaną decydować o ich życiu. Oczywiście to jest bardzo naiwne myślenie

– wyjaśnia Mikołaj Lizut w wywiadzie dla „GW”.

Potem sprawy komplikują się jeszcze bardziej. Dziewczynki nie są świadome, z czym wiąże się macierzyństwo.

Piętnastoletnia dziewczynka może legalnie uprawiać seks, to nie jest przestępstwo, ani dla niej, ani dla jej partnera. Nie ma natomiast prawa do antykoncepcji. Ginekolog bez zgody opiekunów nie przepisze jej tabletek. Gdy zajdzie w ciążę, musi oczywiście urodzić. Ale gdy urodzi, nie ma żadnych praw do dziecka. Często jest tak, że rodzice tych dziewczyn mają odebrane lub ograniczone prawa rodzicielskie. Ich legalnymi opiekunami są wychowawczynie z ośrodka. Te dzieci są więc im z automatu odbierane, bo co innego można z nimi zrobić? Trafiają na rynek adopcyjny. To jest potworny proceder.

– dodaje.

Jak opisuje rozmówca „GW”, dziewczynki są wykorzystywane przez chłopców, którzy wyszukują ich profile w mediach społecznościowych. Traktują je jak cel seksualny, a potem najczęściej porzucają, bo dziewczyna z ośrodka wychowawczego nie jest dla nich materiałem na partnerkę.

Lalki naszpikowane elektroniką

By zapobiec ciążom nieletnich, wychowawcy wymyślili program „Gdy zostanę mamą, będę kochać nad życie”. Nastoletnie dziewczynki dostają lalki, którymi mają się opiekować. Ale to nie zabawa. Chodzi o to, żeby uświadomić im, jaka odpowiedzialność spoczywa na matkach. Postępy monitoruje wychowawca. Lalki można nawet uśmiercić. Wtedy dostaje się jedynkę…

Dziewczyny dostają lalki naszpikowane elektroniką i czujnikami, takie fantomy niemowląt. Lalki uruchamia wychowawca, są podłączone do komputera, który rejestruje, co się z nimi dzieje. Dziewczyny muszą je przewijać, opiekować się nimi. Lalki domagają się pieszczot, klepania w plecki po jedzeniu, budzą się w nocy (…) Program ma pokazać im, że to nie jest zabawa. Że bycie mamą to jest odpowiedzialność przez 24 godziny na dobę, a nie projekt, który można zrealizować małym kosztem

– tłumaczy rozmówca „Wyborczej”.

*Zdjęcia mają charakter poglądowy

Może Cię zainteresować

zamknij