in

Lekarze zmuszali ją do porodu naturalnego, mimo że mogła tego nie przeżyć

Poród dla każdej kobiety jest czymś wyjątkowym, co przeżywa na własny sposób. Nie da się ukryć, że wiele w tym przypadku zależy od personelu, który będzie towarzyszył przy przyjściu dziecka na świat.

Na cesarskie cięcie decyduje się coraz więcej kobiet

Z raportu Fundacji „Rodzić po ludzku” wynika, że na CC decyduje się już prawie 43 procent kobiet. Powód w tym przypadku jest prosty. Wiele z nich najzwyczajniej w świecie obawia się bowiem bólu związanego z porodem, dlatego decydują się na takie, a nie inne rozwiązanie. Co na to lekarze? Jak się okazuje, spora część z nich bagatelizuje sprawę. Ich zdaniem kobiety często zbytnio się nad sobą rozczulają i użalają twierdząc, że nie poradzą sobie w trakcie porodu naturalnego.

Lekarze zmuszali ją do porodu naturalnego, mimo że mogła tego nie przeżyć
UdostępnijPexels

Nie da się jednak ukryć, że nie wszystkie kobiety są w stanie urodzić siłami natury

Warunkuje to chociażby rozstaw miednicy, a także wielkość główki i ramion dziecka. To badanie USG powinno więc być wyznacznikiem tego, jaki rodzaj porodu będzie najbezpieczniejszy dla ciężarnej.

Przekonała się o tym jedna ze świeżo upieczonych matek, która rodziła w szpitalu na Karowej. Teraz podzieliła się tym, co tam przeżyła. Swoją historię przesłała portalowi mamadu.pl.

Przez 9 miesięcy byłam pacjentką cudownego lekarza, który pracował w szpitalu na Karowej w Warszawie. Od początku poród miał odbyć się poprzez cc z racji moich wskazań kardiologicznych (leczenie od dzieciństwa, leki na serce i pełna diagnostyka co kilka miesięcy czy schorzenie nie postępuje, do tego nawroty w sytuacjach zmęczenia organizmu, silne duszności itp.), waga bardzo niska (w ciąży przytyłam tylko 7 kg), budowa ciała wykluczająca poród naturalny (duża główka i barki dziecka, wąska miednica u mnie)

8 lutego zgłosiłam się rano na Izbę Przyjęć Szpitala na Karowej. Po kilku godzinach oczekiwania zostałam przyjęta przez przemiłą położną, zbadana, ubrana w piżamę i czekałam na przewiezienie na blok porodowy. Jeszcze na Izbie Przyjęć, tuż przed przeniesieniem na blok przyszła do mnie lekarka i poinformowała, że podważy cc na każdym etapie, bo nie widzi wskazań, żeby nie próbować rodzić naturalnie, a najwyżej zrobi się cc na koniec. Taką też informację wpisała w dokumenty, które razem ze mną trafiły na blok porodowy. Tam było już tylko gorzej.

Każdy lekarz podważał moją chorobę, pytali o kolor i kształt tabletek które brałam na serce, kazali spowiadać się z tego, jak wyglądały badania diagnostyczne… Dodam, że od 18.00 dnia poprzedniego nic nie jadłam, od północy nic nie piłam, a o godz. 14.00 nadal nie miałam kroplówki i nikt nie powiedział mi, że i tak dziś nikt nie zrobi cc, więc żebym coś wypiła lub zjadła. Kobieta w ciąży dobę była bez jedzenia i picia…

Lekarze zmuszali ją do porodu naturalnego, mimo że mogła tego nie przeżyć
UdostępnijFlickr

Wypisano mnie wieczorem z kłamstwem w dokumentacji — wpisano brak miejsc na cc i wysłano do domu. Na odchodne usłyszałam, że jak zacznie się poród naturalny, to wtedy zapraszają. Mój lekarz, pracujący na innym oddziale i nie mający możliwości ingerowania w plany lekarzy bloku porodowego był zdruzgotany. Podobnie położna, która poznałam w szkole rodzenia. Milcząco z wyrozumiałym spojrzeniem mijała mnie na korytarzu, na koniec dodała tylko, żebym zmieniła szpital i próbowała cesarki gdzie indziej — bo wszędzie zrobią ja bez szemrania.

Ostatecznie rodziłam na Inflanckiej. 10 lutego byłam nadal tak odwodniona, że pielęgniarka nie była w stanie zrobić wkłucia. Lekarz dodał, że nie ma możliwości nawodnienia organizmu bez użycia kroplówki w ciągu doby po takim odwodnieniu, jakie zafundowała mi Karowa. Dziś jest ciśnienie na porody naturalne, żeby było taniej i żeby statystyki się zgadzały. Bardzo medialny szpital, który szczyci się swoją pozycją, tego samego dnia odmówił cesarki 2 innym pacjentkom iwe trzy spotkałyśmy się na Inflanckiej…

Lekarze zmuszali ją do porodu naturalnego, mimo że mogła tego nie przeżyćUdostępnij

Pomyśleć, że jako wykładowca akademicki traktowałam ten szpital jako miejsce, gdzie będę bezpieczna. Dopiero na Inflanckiej zbadano mi rozstaw miednicy i skontrolowano na USG wielkość główki i ramion dziecka, na Karowej nikt tego nie robił. Na Inflanckiej dowiedziałam się, że zbadanie rozstawu kwalifikuje do cc i musieliby tych cesarek robić wiele, wolą więc naciąć kobietę zmuszając do porodu SN… Ponadto badano mnie kilkukrotnie bardzo nieprzyjemnie – mimo, ze przepisy opieki okołoporodowej zakładają minimalizowanie ilości badań ginekologicznych — nie częściej niż co 2-2,5 h.

Usłyszałam od lekarki, „że skoro tak mnie boli badanie, to jak ja poród przeżyję i że jak się zachodziło w ciążę, to trzeba było o tym myśleć”

Czy tak to powinno wyglądać?

Źródło: mamadu.pl | Fotografie: google.pl, youtube.com