×

Temat księży pedofilii powraca do nas co jakiś czas. Wszystko za sprawą kolejnych „duchownych”, którzy są w stanie posunąć się do najgorszych czynów. 31-letni ksiądz Marcin pracował niegdyś w parafii w Łobżenicy w województwie wielkopolskim. Za nękanie ministrantów został jednak karnie przeniesiony na Kujawy do parafii w Sępólnie Krajeńskim, gdzie miał czystą kartę. Niestety, po jakimś czas sytuacja zaczęła się powtarzać. Świadczą o tym okrutne wiadomości, które wysyłał do ministrantów.

Rodzice dzieci służących do mszy są w szoku

Jesteśmy ludźmi wierzącymi. Cieszyliśmy się, że nasz syn będzie służył do mszy, a jego opiekunem będzie ksiądz Marcin. Ale to, co się wydarzyło, zachwiało w naszym postrzeganiu instytucji Kościoła! – mówi w wywiadzie dla Faktu mama jednego z ministrantów

Jej słowa są nawiązaniem do wiadomości, jakie ksiądz Marcin wysyłał do syna kobiety o różnych porach dnia i nocy. Szybko okazało się również, że młodzieniec nie jest jedyną ofiarą duchownego – chłopcy nawzajem przesyłali sobie od niego wiadomości.

To, co tam przeczytaliśmy, było obrzydliwe. Przekraczało wszelkie granice norm moralnych. Mieliśmy tylko nadzieję, że oprócz wiadomości nie wydarzyło się nic więcej, choć to i tak o wiele za dużo – mówi kobieta

Przerażające wiadomości, które duchowny przesyłał ministrantom

Wstępne ustalenia donoszą, że ksiądz przesyłał karygodne wiadomości do nawet pięciu ministrantów. Wszyscy oni byli w różnym wieku. Na chwilę obecną nie wiadomo jeszcze, czy duchowny pozwalał sobie na coś więcej niż przesyłanie tak okrutnych wiadomości. Wiadomo natomiast, że w jednej z nich wysłał zdjęcie… swojego przyrodzenia.

Do końca tak będzie jak powiesz mi że język poszedł w ruch

Dopiero dwa palce mokre

Chciałbyś, żeby jutro się działo?

Czy chciałbyś dzisiaj powtórzyć to co wczoraj? – to tylko niektóre z wiadomości do ministrantów

Ostatnia z nich mogłaby wskazywać na to, że ksiądz przekroczył już granicę nietykalności cielesnej drugiej osoby. Informacja ta póki co nie została jednak przez nikogo potwierdzona.

Co na to wszystko ksiądz proboszcz tamtejszej parafii?

Kiedy brutalna prawda ujrzała światło dzienne, wielu ministrantów przestało służyć do mszy. W sumie kilkunastu chłopców rzuciło komże i powiedziało dość okrutnym poczynaniom duchownego. Jak do okrutnych doniesień i samych wiadomości odniósł się ksiądz proboszcz Henryk pracujący w tamtejszej parafii? Kiedy w biurze parafialnym wstawił się reporter Faktu, ten najzwyczajniej w świecie wyrzucił go za drzwi! Do całej sprawy odniosło się z kolei najbliższe otoczenie biskupa Diecezji Bydgoskiej Jana Tyrawy.

Sprawa dotyczy na tym etapie SMS-ów wysyłanych do małoletnich. Ponieważ w związku z tym wszczęte zostało wstępne, wyjaśniające dochodzenie kanoniczne, wikariusz Parafii w Sępólnie Krajeńskim został przez księdza Biskupa zwolniony ze swoich obowiązków – poinformował nas ks. Sylwester Warzyński, rzecznik Diecezji Bydgoskiej

Nazwisko wikarego zniknęło już ze strony internetowej parafii. Na jego miejsce pojawił się inny kapłan.

Postępowanie w sprawie księdza

Na chwilę obecną sprawą zajęła się już policja. Głos odnośnie postępowania zabrała mł. asp. Małgorzata Warsińska, oficer prasowy komendanta powiatowego policji w Sępólnie Krajeńskim.

Jedno z postępowań toczy się w sprawie artykułu 200 kodeksu karnego, który mówi o tym, że kto za pośrednictwem sieci telekomunikacyjnej składa małoletniemu poniżej lat 15 propozycję obcowania płciowego, podlega karze grzywny, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch. Mogę dodać, że postępowanie prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko konkretnej osobie

Czy i w jaki sposób ksiądz odpowie za wiadomości, które wysyłał do ministrantów? Czas pokaże.

Polecane

Może Cię zainteresować