×

Joanna Racewicz wspomina męża, który zginął w Smoleńsku. Podzieliła się zdjęciem z tragicznego dnia

Utrata bliskiej osoby zawsze jest czymś strasznym, a każdy człowiek żałobę przeżywa tak długo, jak tego potrzebuje. Znani ludzie nie są wyjątkowi pod tym względem. Oni również cierpią i tęsknią…

„Kolejny rok, jeszcze jeden znicz”

Joanna Racewicz jest wdową po zmarłym Poruczniku Pawle Janeczku. Swojego ukochanego męża straciła w czasie katastrofy smoleńskiej. 10 kwietnia Pan Paweł nie był bezpośrednio przydzielony do prezydenckiej ochrony, a wziął zastępstwo za kolegę. Niestety, nie powrócił do domu.

Para poznała się na pokładzie rządowego samolotu, a w 2004 roku wzięła ślub. Później na świat przyszedł ich długo wyczekiwany, wspaniały syn – Igor. Tragiczne wydarzenia miały miejsce, gdy chłopiec miał 2 latka. Mimo że od tego czasu minęło już ponad 7 lat, pani Joanna wciąż pamięta i tęskni.

Pamięć męża uczciła wzruszającym wpisem na swoim instagramowym koncie:

Kolejny rok, jeszcze jeden znicz. Tyle ważnych słów, żal każdego, które nie zdążyło paść. Myślę. Tęsknię. Opowiadam o Tobie naszemu Synowi. Jesteś legendą, opowieścią, bajką na dobranoc. Tęsknię. Ale już nie chcę płakać. Chcę dziękować, że byłeś. I że wciąż mogę patrzeć w Twoje oczy – patrząc w oczy Igora.

Nie potrafię sobie nawet wyobrazić tego ogromu bólu i tej tęsknoty. Pani Joanno wytrwałości i pociechy z syna!

Ludzie są straszni…

Początkowo miałam zamiar napisać jedynie o tym niesamowicie wzruszającym wspomnieniu, jednak przeglądając profil Pani Racewicz natknęłam się na jeszcze jeden wpis, obok którego również trudno jest przejść obojętnie…

Opowiem Tacie o meczu, dobrze, Mamiś? Poczekasz?
– Czekam, Synku.
– Wiem, że Tata tam był i widział, jak bronię, ale chcę się tak zwyczajnie pochwalić. Wytrzymasz w tym tłumie? – Dla ciebie wszystko, Synku.

Tłum. Jak bezmyślna, wezbrana fala. Bez uczuć, emocji i empatii. Staje za plecami, gdy skuleni siedzimy na ławce. „O, to ten od ochrony, mąż tej, no Racewicz dziennikarki. Ty, Wiesiek, patrz, to chyba ona z synem, dawaj aparat”- jakbym była głucha, ślepa, nieistniejąca. „A pani to jest pewna, że on tu jest pochowany?”- pytają „prawdziwi Polacy. „Ileż można jechać na tym Smolensku”- utyskują ci „zmęczeni”. Jedni i drudzy jakby z wykastrowaną wyobraźnią. Zamienimy się miejscami? Może tez przyjdziemy na groby Państwa Bliskich i tak sobie pokomentujemy, porobiły zdjęcia, poprzepychamy się trochę? Postawcie lustro przed sobą. I spytajcie – jak u Gogola – z czego się śmiejecie…

Nie potrafię zrozumieć, skąd biorą się w ludziach takie zachowania i tak straszliwy brak empatii…

Może Cię zainteresować

zamknij