in

Lekarz z kliniki niepłodności zmarł. Wtedy na jaw wyszedł jego szokujący sekret

Holenderski lekarz Jan Karbaat pracował w klinice w Bijdorp koło Rotterdamu, leczącej niepłodność metodą in vitro. I choć zmarł w kwietniu 2017 roku w wieku 89 lat, u schyłku jego życia na jaw wyszły fakty, które wstrząsnęły światem medycyny i nie tylko. Okazuje się, że Karbaat w trakcie swojej kariery został ojcem co najmniej 49 dzieci – tak wynika z badań DNA przeprowadzonych przez organizację Defence for Children. Jak to możliwe? Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna prawdopodobnie zapładniał pacjentki w swojej klinice za pomocą własnej spermy.

Już wcześniej podejrzewano go o kłamstwa

Podejrzenia odnośnie zapładniania przez lekarza pojawiły się jeszcze za jego życia, jednak nigdy wcześniej nie zostały przez nikogo oficjalnie potwierdzone. Dzisiaj szacuje się, że poczętych ze spermy lekarza o surinamskich korzeniach, mogło zostać około 200 dzieci, podczas gdy przyszłym rodzicom wmawiano, że sperma dawcy należy do mężczyzny rasy kaukaskiej, co oczywiście nie miało nic wspólnego z prawdą. Jakby tego było mało, obowiązujące przepisy mówią, że dawca może zostać ojcem co najwyżej sześciorga dzieci – lekarz wielokrotnie przekroczył więc obowiązującą normę.

Holenderski lekarz bezpłodności ojcem 49 dzieci Udostępnij

Zamknięcie kliniki

Przyjście na świat potomków Jana Karbaat bez wiedzy matek to nie jedyny wstrząsający incydent, który miał tam miejsce. Okazuje się, że dzieci jednej z kobiet nie były w pełni rodzeństwem, choć Karbaat przekonywał, że kobieta została zapłodniona przez nasienie tej samej osoby. W 2009 roku, a więc na dwa lata po śmierci lekarza, klinika została zamknięta w związku z zarzutami, że sfałszował dane, analizy i opisy dawców, oraz przekroczył dozwoloną liczbę sześciu dzieci na dawcę.

Lekarz z kliniki niepłodności zmarł. Wtedy na jaw wyszedł jego szokujący sekret
Udostępnijimgur.com

Prywatne życie lekarza

Prywatnie i oficjalnie Karbaat był trzykrotnie żonaty i był ojcem jedenaściorga dzieci. O tym, że był dawcą spermy co najmniej w 60 przypadkach poczęć, przyznał się na niedługo przed śmiercią, a sam siebie nazwał „pionierem w dziedzinie płodności”. Nigdy nie wyraził jednak zgody na poddanie się badaniom DNA. W związku z tym tuż po śmierci w jego domu zabezpieczono próbki DNA lekarza.

Sędziowie orzekli, że testy DNA mogą być przeprowadzone mimo śmierci podejrzanego, ale ich wyniki miały zostać ujawnione dopiero po rozstrzygnięciu kolejnych spraw sądowych ws. lekarza. W lutym sąd w Rotterdamie orzekł, że wyniki badań mogą zostać ujawnione.

Źródło: gazeta.pl, fakt.pl | Fotografie: imgur.com