×

Ewelinę zaczęła mocno boleć głowa i zdrętwiała jej ręka. Słów ratownika nie zapomni do końca życia

Kilka dni temu pisaliśmy o bardzo przykrej sytuacji w Urzędzie, kiedy to ratownik medyczny doświadczył tego, jak bardzo postępująca jest dzisiejsza znieczulica. Wydawać by się mogło, że z każdej strony słyszymy apele o empatię, niesienie pomocy w sytuacji, gdy tego potrzeba, ale co z tego? Otrzymujemy od Was coraz więcej wiadomości, z których wynika, że nic to nie daje… Dziś chcemy się z Wami podzielić jedną z nich.

Napisała do nas Pani Ewelina, która po przeczytaniu artykułu o zdarzeniach w urzędzie, chciała podzielić się tym, czego sama doświadczyła. Jednak w tej historii najgorsze jest to, że brakiem empatii wykazał się właśnie ratownik medyczny. Jak ma być dobrze skoro osoby, które są odpowiedzialne za nasze życie, również wykazują takie zachowania?

Przeczytałam artykuł na Państwa stronie odnośnie sytuacji w urzędzie. Zgadzam się z ratownikiem, co do ogólnie panującej znieczulicy i swoistego egoizmu. Nigdy wcześniej nie napisałabym do Państwa, ale ten artykuł mną poruszył, ponieważ znalazłam się po drugiej stronie, jako pacjent, a znieczulicę zafundowali mi ratownicy.

Godzina 00.15 pod prysznicem złapał mnie potworny ból z tyłu głowy, czułam że zaraz upadnę, wyskoczyłam z wanny, otworzyłam drzwi do mieszkania i stanęłam na środku pokoju. Chwyciłam telefon i napisałam do męża (pracuje za granicą), że coś się dzieje, nigdy wcześniej nie spotkało mnie nic podobnego. Płakałam, nie mogłam leżeć nie mogłam siedzieć, a obok w łóżeczku spała moja 1.5 roczna córka. Mieszkaliśmy wtedy w kawalerce.

Zaczęła drętwieć mi ręką, wystraszyłam się jak nigdy dotąd, przed oczami miałam tylko swoje dziecko i myśl, żeby zapewnić jej jak najszybciej opiekę. Mąż zadzwonił po kuzynkę, a mi kazał dzwonić po pogotowie. Po raz pierwszy raz w życiu zadzwoniłam po pogotowie. Pani wezwała służby medyczne, ale nie mogli trafić, bo podałam zły nr bloku, zadzwoniła drugi raz i w jednym czasie weszli do mnie z kuzynką… uspokoiłam się, że ma kto zająć się dzieckiem

Ale to co zdarzyło się po chwili, to jak z filmu! Ratownik wchodząc do mnie do łazienki (nie chciałam obudzić dziecka) spojrzał na mnie i z przekąsem powiedział: „Proszę się uspokoić nie ma pani udaru!”. I dodał, że świetnie udało mi się wkręcić dyspozytorkę! Zapytałam jakiego udaru? Nie użyłam tego słowa w rozmowie z dyspozytorką… A on dalej kpiąc: że wypełnił papierki i powiedział, że to nerwoból i cytuje: „to co zabieramy do szpitala jak Pani chce.” A ja pytam, jak ja chcę? Powiedziałam, że jak nie ma konieczności, to oczywiście że nie jadę. On dodał, że w sumie to badań oprócz krwi, żadnych mi nie zrobią i jak nie chcę to nie muszę jechać, tylko mam podpisać dokumenty

Moja kuzynka, ogólnie bardzo spokojna i opanowana kobieta, wyszła z siebie i powiedziała, co myśli, że jest chamem i znieczulonym dupkiem. On się zaczął jakoś tłumaczyć, ale kazałam im wyjść. Zabrałam rzeczy, mąż kuzynki wziął córkę na ręce i pojechałam na noc do nich. Wychodząc z klatki schodowej ratownik czekał z dokumentami, próbował się lakonicznie tłumaczyć, ale nie przeprosił.

Powiedziałam zdawkowo tylko, że to jest moja pierwsza taka sytuacja i następnym razem na pewno nie zadzwonię na pogotowie, a jak coś mi się stanie, to może jego sumienie go kiedyś dopadnie! Po szczegółowych badaniach które zrobiłam prywatnie, okazało się, że to nie nerwoból, a problem z odcinkiem szyjnym kręgosłupa.

Niestety, nawet w takich zawodach zdarzają się osoby, u których trudno o empatię. Na szczęście jednak nie wszyscy i oby tych drugich było, jak najwięcej.

Nam w oczy rzuca się też słowo w ostatnim akapicie – „prywatnie”. No cóż często jest tak, że aby otrzymać prawidłową i wyczerpującą diagnozę, musimy za to zapłacić… ?

_____________________________
*Zdjęcia mają charakter poglądowy

Napisz do nas, jeśli spotkała Cię historia, którą chcesz się podzielić: redakcja@popularne.pl

Polecane

Może Cię zainteresować