×

Wielu naszych rodaków wciąż wyjeżdża zagranicę w poszukiwaniu lepszych zarobków i godnego życia. Niestety, spora część z nich robi to na czarno. Tak jak Grzegorz, który teraz potrzebuje pomocy…

„Polak Polakowi wilkiem”

Grzegorz Fojut ma 43 lata i chcąc zarabiać lepsze pieniądze, wyjechał do Danii. Miało to miejsce prawie 2 lata temu. Kiedy udało się mu znaleźć etat na budowie, bardzo się cieszył. Pracował jednak na czarno, mieszkając u swojego szefa w wynajętym pokoju.

17 stycznia tego roku doszło do tragicznego wydarzenia. Grzegorz został brutalnie pobity i trafił do szpitala w Hillerød. Jego stan był wówczas krytyczny. Miał silne stłuczenie głowy, wstrząs mózgu i porażenie. Siostra poszkodowanego dowiedziała się o tym, co zaszło, dopiero 6 dni później. Mężczyzna wciąż wymaga specjalistycznej opieki. Jest wspomagany tlenem i ma odsysane płuca. W wyniku napaści pojawiły się głębokie zmiany w mózgu.

100408-A-0751R-003

Siostra Grzegorza opisała całą sytuację na Facebooku:

(…)Brat trafił do szpitala 17 stycznia 2018 roku, a ja dowiedziałam się o tym fakcie 23 stycznia. Jego stan był krytyczny, nie dawano mu szans na przeżycie. (…)BRAT NIE MA UBEZPIECZENIA I JEST REALNIE BEZDOMNY!!!!!!!! I tu się zaczęły schody dla mnie nie do pokonania. Bez ubezpieczenia rośnie jego dług. Szpital kosztuje 5 tyś zł. dziennie. Dania robi, co może, żeby mój brat przynajmniej mówił, i chce doprowadzić jego stan zdrowia do jak najlepszej kondycji.

Natomiast Państwo POLSKIE nie poczuwa się do odpowiedzialności, żeby pomóc obywatelowi, który jest bezdomny, bez ubezpieczenia.

Próbowałam i nadal próbuję pomóc MOJEMU BRATU. Wszystkie urzędy, do których się zwróciłam mówią NIE!!!! Urząd Gminnego Ośrodka Opieki Społecznej w Chojnicach, również twierdzi że nie ma narzędzi, żeby pomóc mojemu bratu. Próbowałam uzyskać pomoc w mediach, instytucjach charytatywnych, w urzędach a także w prokuraturze chojnickiej oraz na policji.

Just...ugh--Daily image 2011--March 13

Zna napastników

Z wpisu wynika także, że mężczyzna zna swoich oprawców, a nawet wymienił ich z imienia oraz z nazwiska, kiedy pojawił się z nim pierwszy kontakt. Jednak to nic nie dało, bo wszyscy świadkowie, którzy mogliby pomóc w śledztwie, milczą.

„Jak chcielibyśmy go pochować?”

Siostra Grzegorza w rozmowie z Wirtualną Polską zdradziła, jak wyglądała jej rozmowa z panią wicekonsul o tym, co zdarzyło się jej bratu. Trzeba przyznać, że była szokująca.

Pani wicekonsul poinformowała mnie, że brat leży nieprzytomny w szpitalu i jest w stanie krytycznym. Pytała, czy mogę przyjechać. Potem stwierdziła, że w sumie to i tak nie ma sensu, bo nie ma z nim kontaktu. W końcu spytała, jak chcielibyśmy go pochować, bo są nikłe szanse na przeżycie

Szukając sprawiedliwości, pani Iwona złożyła też zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Chojnicach. Odmówiono jej jednak, ponieważ sprawa ta jest prowadzona już przez duńskie organy ścigania. Po co się dublować?

Police car

Wersja MSZ

Okazuje się jednak, że MSZ widzi tę sprawę odrobinę inaczej. Konsul twierdzi, że pozostaje w stałym kontakcie z rodziną Grzegorza, a także ze szpitalem oraz policją. W oświadczeniu zwrotnym na zapytania redaktorów z Wirtualnej Polski, możemy przeczytać:

Konsul nawiązała również kontakt z Gminnym Ośrodkiem Pomocy Społecznej w Chojnicach celem potwierdzenia możliwości kontynuowania leczenia szpitalnego w Polsce. Jak wynika z ustaleń koszt pobytu w szpitalu w Polsce zostanie pokryty z budżetu gminy, natomiast strona duńska zobowiązała się do pokrycia całości kosztów transportu medycznego z Danii. Pani I. Lemańczyk nie zwracała się dotychczas do Ambasady z prośbą o udzielenie pomocy. Konsul w Kopenhadze podjął w tej sprawie prawidłowe działania

Dowiedziała się o tym od dziennikarzy

Siostra poszkodowanego Grzegorza wyznała, że o jakimkolwiek pokryciu kosztów leczenia dowiedziała się dopiero od redaktorów wp.pl. Podkreśliła też, że kilkakrotnie dzwoniła do ambasady, ale nie powiedziano jej nawet, jakie prawa przysługują jej bratu. Co więcej, według niej w Urzędzie Gminnego Ośrodka Opieki Społecznej w Chojnicach stwierdzono, że nie posiadają narzędzi, aby pomóc Grzegorzowi. Z kolei już wczoraj usłyszała, że jednak coś się znajdzie – pomoc będzie udzielana Grzegorzowi przez 3 miesiące po powrocie do kraju.

Pani Iwona z żalem w głosie i ze łzami w oczach dodaje, że większą pomoc w sprawie otrzymała od internautów niż od państwa.

*Zdjęcia mają charakter poglądowy

Polecane

Może Cię zainteresować