×

Mając 14 lat, napisał błagalny list do kuratorki. „Proszę, zabierz mnie do domu dziecka”

Przemoc w rodzinie zdarza się niestety coraz częściej, a rodzice niekiedy nie widzą problemu w tym, że ich dziecko cierpi. W ciszy przeżywają to, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami i nie proszą nikogo o pomoc. 18-letni Łukasz miał inne podejście do swojego życia. Chciał uciec i zmienić je, aby w przyszłości móc normalnie funkcjonować. W rozmowie z Marianną Fijewską z Wirtualnej Polski opowiada dokładnie o całym swoim życiu.

Łukasz w wieku 10 lat dowiedział się, że jest adoptowany. Nie mógł się z tym pogodzić i wyszedł z domu. Wtedy jeszcze nie wiedział, że ponownie trafi do domu dziecka

Moja adopcyjna matka powiedziała mi, że mam dwie siostry i dwóch braci, ale nic o nich nie wiem. Wie tylko gdzie znajduje się grób mojej biologicznej matki. Miała raka, ale nie leczyła się, bo była w ciąży. Zmarła zaraz po moim urodzeniu. Ze szpitala trafiłem do domu dziecka, a oni zaadoptowali mnie gdy miałem 1,5 roku. Po poznaniu prawdy wściekłem się, bo nie potrafiłem inaczej. Nie chciałem rozmawiać z dorosłymi, a już na pewno nie o emocjach

Rodzina adopcyjna nie była idealna, o czym Łukasz dziś głośno mówi. Rodzice się rozwiedli, a chłopiec trafił pod skrzydła matki

Tata był policjantem. Mama pijaczką. Dlatego się rozstali. Ja większość dzieciństwa spędziłem w domu mamy, pamiętam, że w kółko robiła melanże i awantury. Jak miałem 12 lat, zarobiłem swoje pierwsze pieniądze za to, że pomagałem sąsiadowi kosić trawę. Wróciłem do domu dumny z siebie i schowałem te banknoty do skarbonki w pokoju. Mama weszła i poprosiła, żebym jej pożyczył, bo czeka na wypłatę i chce kupić nam coś do jedzenia. Dałem jej, a ona poszła do sklepu. Wróciła z browarami, wypiła je i znów przyszła do mnie po kasę. Powiedziałem, że jej nie dam, bo mnie okłamała. Wtedy zrobiła awanturę, że zamknie mnie w pokoju i nigdy już nie wypuści, jeśli nie oddam jej wszystkiego. Oddałem

Chłopiec oszukiwała także kuratora, który przychodził na kontrolę do nich do domu. Niestety życie jego i matki nie układało się tak jak powinno. Chłopak trafił do szpitala psychiatrycznego, ale po miesiącu z niego wyszedł. Kuratorka, który zajmowała się tą rodziną, powiedziała Łukaszowi, że jeśli jeszcze raz dojdzie do podobnej sytuacji w domu, ma napisać do niej list. Tak też zrobił.

To była kwestia kilku tygodni. Pewnego dnia mama powiedziała, że mnie nigdy nie kochała, a teraz to nawet mnie nienawidzi. Usiadłem przy biurku i zacząłem pisać. Pamiętam ten list bardzo dobrze, błagałem w nim, żeby mnie zabrali. Napisałem dokładnie tak: „Potrzebuję pomocy, bo mój stan psychiczny i fizyczny jest bardzo ciężki. Nie chcę mieć kontaktów z kobietą, która może zniszczyć mnie do końca”. Trafiłem wtedy do domu dziecka

Pobyt w domu dziecka nie był idealny, o czym Łukasz opowiedział w czasie rozmowy z dziennikarką

Miałem 14 lat, byłem zbuntowanym nastolatkiem i trudno było mi się dostosować do obowiązujących tam zasad – pobudka, śniadanie, szkoła, obiad, odrabianie lekcji, telewizor, odpoczynek, spanie. Opiekunowie nam powtarzali, że przygotowują nas do życia na starcie, bo chcą być pewni, że w dniu 18 urodzin, jak nas wypuszczą, to sobie poradzimy. Cały pobyt w domu dziecka to była moja walka z samym sobą, żeby nie dostawać szału i nie być agresywnym. Raz się nie udało.

Poznałem w ośrodku taką jedną, to była moja pierwsza dziewczyna. Pokłóciliśmy się. Byłem strasznie zły i w tym momencie zaczepiła mnie wychowawczyni, że muszę oddać jej jakąś pracę domową… no i wpadłem w szał. Wezwali policję. Zacząłem się z nimi bić, nie mogli mnie okiełznać. Przez godzinę leżałem przyparty do podłogi w kajdankach i czekałem na karetkę. Policjanci uznali, że muszę być jeszcze raz przebadany na oddziale psychiatrycznym. Wtedy drugi raz trafiłem do szpitala, ale znów diagnoza była taka, że nic mi nie jest. Że to ciężkie doświadczenia życiowe powodują te wybuchy. Lekarze uznali, że nie potrzebuję leków. Później już się pilnowałem. Wyszedłem z domu dziecka po 18-stce, czyli kilka miesięcy temu

Dziś, jako dorosły człowiek, zaczyna życie. Podjął się pracy jako magazynier, a na pół etatu rozdaje także ulotki

Marzy także o tym, aby zapewnić swojej dziewczynie bezpieczeństwo i spełnić się w roli pana domu. Piękne marzenia i mamy nadzieję, że się spełnią.

*Artykuł powstał w oparciu o wywiad pani Marianny Fijewskiej z Wirtualnej Polski.

Polecane

Może Cię zainteresować