×

Po alkohol się sięga, bo – na pewnym etapie – pomaga w wielu rzeczach. W tym, żeby dobrze się bawić, żeby się rozluźnić, ośmielić, żeby zapomnieć, żeby nie czuć. To z tego ostatniego powodu sięgnęła po niego wdowa po rzeczniku SLD, Tomaszu Kalicie, który zmarł na glejaka mózgu. Coś, co miało pomóc, przerodziło się w koszmar. Teraz Anna Kalita przyznaje, że jest alkoholiczką.

Jej opowieść o walce z nałogiem, niesie z sobą wiele mądrych refleksji.

Niewinny początek złego

To jeden z najbardziej poruszających i szczerych wywiadów o alkoholizmie, jaki można przeczytać w sieci. Chociaż lepiej pasuje tu określenie „dwugłos” – to rozmowa Anny Kality i Romana Kurkiewicza. Dwóch osób, które mają za sobą trudną walkę z uzależnieniem.

Tak Ania Kalita mówi o początkach nałogu:

Doskonale pamiętam taki dzień. Jeden z najtragiczniejszych dni w moim życiu, kiedy przywiozłam do domu umierającego męża. W kuchni stała butelka czerwonego wina z poprzedniego dnia. Do połowy pełna. Przelałam cały ten alkohol do kubka i wypiłam duszkiem. I ten koszmar, który miałam w głowie, ta rozpacz – one stały się mniej namacalne.

Alkohol pomagał mniej cierpieć, mniej odczuwać. Koił ból po utracie ukochanego męża.

Kim jest Anna Kalita?

To wysoka, atrakcyjna blondynka. W niczym nie przypomina obrazu, jaki pojawia się w naszych głowach na dźwięk słowa „alkoholiczka”. Jest wdową po zmarłym w 2017 roku Tomaszu Kalicie – 37-letnim rzeczniku SLD, który przegrał wyczerpującą walkę z glejakiem mózgu.

Anna próbowała ukoić ból, pomagając sobie litrami wina…

Anna Kalita jest alkoholiczką

Zanim alkoholik zrozumie, że ma problem z nałogiem, mija wiele czasu. Bywa, że ten czas nigdy nie nadchodzi. Anna Kalita również długo nie dopuszczała do siebie myśli, że jest alkoholiczką. Piła przez 2 lata.

Jak sama mówi, gdy po raz pierwszy usłyszała od bliskich: „Ania, ty jesteś alkoholiczką”, była wściekła.

Mój stanowczy sprzeciw wynikał m.in. z tego, że od razu wyświetliła mi się klisza: alkoholiczka, czyli przysłowiowa menelka, leżąca w podartych rajtuzach gdzieś na ławce w parku. Tylko taka kobieta może być alkoholiczką – myślałam. Ale ja? Pracująca, wówczas w telewizji, mieszkająca na eleganckim osiedlu i ubierająca się w eleganckich sklepach? Poza tym – podkreślam – ja nigdy nie piłam wódki! Ja piłam ‚tylko wino’

Kalita mówi, że nie wyobrażała sobie spotkać ze znajomymi, nie zakrapianych alkoholem. Ale piła też sama. Ludzie zaczęli jej przeszkadzać, gdy zwracali uwagę, że za dużo pije.

(…) Sama w domu – piłam, płakałam, spałam, a potem znowu piłam. (…) I bardzo szybko stało się tak, że piłam codziennie. Więcej i więcej. Najpierw to była jedna butelka wina, potem dwie albo trzy, potem to było picie w południe, a potem też rano i w środku nocy. Zawsze.

Niczego nie pamiętała. Wysyłanych po pijaku wiadomości do znajomych, tego, jak to się stało, że znów się upiła, chociaż wczoraj miał być przecież ten ostatni raz. Gdy budziła się upokorzona na kacu, jedyne o czym marzyła to to, by znów się napić i nie myśleć o całym wstydzie.

Trudne wychodzenie z nałogu

Dziś historia Anny Kality jest dowodem na to, że z tym śmiertelnym nałogiem można sobie poradzić. Kalita zwraca uwagę na bardzo ważną rzecz – na to, że na terapiach jest o wiele więcej mężczyzn, niż kobiet. Czy to oznacza, że kobiety nie mają problemu z alkoholem?

Nie. Po prostu poczucie wstydu i społecznego napiętnowania w przypadku kobiet jest jeszcze większe, niż u mężczyzn. Dlatego wiele z nich pije w ukryciu, nie mając odwagi i siły, by wybrać się na terapię.

Kalita leczyła się w ośrodku, w którym leczył się również Borys Szyc. Jak mówi, przecież każdy alkoholik ma swój powód, żeby pić. Ale, czy każdy zdoła znaleźć powód, by przestać?

Polecane

Fotografie: YouTube (miniatura wpisu), Twitter.com, Facebook.com

Może Cię zainteresować