×

11-latek uciekł z domu i w nocy zapukał do obcych ludzi. Błagał o pomoc

Wstrząsające wydarzenia na Podhalu. 11-latek uciekł z domu i nocą tułał się po okolicy. W końcu chłopiec zapukał do obcych ludzi i poprosił ich o pomoc. W 11-latku coś pękło. Postanowił, że więcej do domu nie wróci. Jak się okazało, chłopiec był ofiarą przemocy ze strony… adopcyjnej matki.

11-latek uciekł z domu

Historie takie jak ta pokazuję, że pozory często mylą i nic nie jest czarno-białe. Ponadto po raz kolejny zasadne wydaje się pytanie o to, jak działają instytucje w naszym kraju i do ilu ludzkich nieszczęść prowadzi ich opieszałość…

Skrzypne to mała miejscowość na Podhalu, położona niedaleko Zębu. Tutaj wszyscy się znają. Czy nikt nie wiedział o tym, co dzieje się w domu rodziny B.? Ta rodzina zdecydowała się stworzyć dom dla czwórki rodzeństwa: 11-Karola, jego braciszka i dwóch siostrzyczek. Ludzie myśleli, że to akt dobroci, że w tej rodzinie dzieci są naprawdę kochane.

Ci ludzie mieli kiedyś własne dzieci, ale te zmarły. Wówczas stworzyli rodzinę zastępczą dla rodzeństwa 4-dzieci, które wcześniej odebrano jakimś narkomanom. Ludzie strasznie chwalili ich odwagę. By poświęcić się aż czwórce dzieci, z których każdy miał taką traumę, trzeba mieć naprawdę dużo siły i miłości. Tak myśleliśmy. Jak widać, prawda była inna

— opowiada jedna z mieszkanek w miejscowości w rozmowie z Onetem.

Było już ciemno, gdy 18 sierpnia mieszkańcy jednego z domów w Zębie usłyszeli głośne pukanie do drzwi. Gdy otworzyli, ich oczom ukazał się mały, zapłakany chłopiec. Był to właśnie 11-letni Karol, który uciekł z domu i błąkał się po okolicy. W końcu postanowił, że poprosi o pomoc obcych ludzi. Chłopiec powiedział, że uciekł z domu z położonej 7 km dalej wsi Skrzypne. Wyznał też, że zrobił to, ponieważ mama po raz kolejny go pobiła.

11-latek uciekł z domu
Pixabay

Nad chłopcem znęcano się od dłuższego czasu

Karol trafił na ludzi, którzy się nim zaopiekowali. Dali mu jedzenie i picie. Zadzwonili też po policję. Gdy funkcjonariusze przyjechali na miejsce, zdecydowali, że chłopca trzeba zabrać do lekarza. W Szpitalu Powiatowym w Nowym Targu po wykonanej obdukcji okazało się, że mały Karol ma ślady pobicia. Niektóre nie były świeże, co oznaczało, że nad chłopcem znęcano się od dłuższego czasu.

Ja oczywiście nie mogę zdradzić wyników badania, ale faktycznie potwierdzam, że była taka sytuacja

— powiedział w rozmowie z Onetem Marek Wierzba, dyrektor Podhalańskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II w Nowym Targu.

Karola umieszczono w placówce zastępczej, natomiast rodzeństwo chłopca nadal przebywa pod opieką rodziców, podejrzanych o znęcanie się nad 11-latkiem. Jak to możliwe?

Instytucje znów zawiodły?

Onet rozmawiał z Anetą Wójcik, która jest dyrektorem Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Nowym Targu. Kobieta twierdzi, że urzędnicy mieli dotąd związane ręce.

Tak, wiemy o tej sprawie i obecnie jest ona jednym z naszych priorytetów. Na początek muszę jednak coś sprostować. Do mnie też dotarło, że ci ludzie tworzyli dla tych dzieci rodzinę zastępczą, a to nie jest prawda. Oni te dzieci adoptowali i dali swoje nazwisko. Dlatego w świetle prawa to są ich dzieci i my nie mieliśmy żadnych podstaw prawnych, by kontrolować taką rodzinę ot, tak sobie. Interwencję można zrobić, gdy są sygnały o czymś niepokojącym. My wcześniej takich nie mieliśmy.

– wyjaśnia kobieta.

Sęk w tym, że już wcześniej pojawiły się podejrzenia, iż Karol jest ofiarą przemocy domowej. Niepokojące sygnały dostrzeżono w szkole. Chłopiec był wystraszony, miał siniaki na ciele. Zdarzało się też, że nawet przez 2-3 tygodnie nie zjawiał się w placówce. Dyrektorka zaalarmowała wówczas kuratorium oświaty. I co? I nic. Sprawa straciła rozpęd i do dziś nie wiadomo dlaczego tak się stało.

11-latek uciekł z domu
Wikimedia Commons

Wygląda na to, że opieszałość w tej kwestii przyczyniła się do cierpień chłopca. Ile razy go pobito od czasu, gdy sprawa ugrzęzła w kuratorium? Jaki będzie los rodzeństwa Karola? Dla tych dzieci to podwójna tragedia – ludzie, którzy mieli zapewnić im kochający dom, zgotowali im potężną traumę.

Co zaskakujące, Helena Gach, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Szaflarach wyjaśnia, że na razie nie ma powodów, by zabrać rodzicom pozostałe dzieci. Rodzinę codziennie odwiedza asystent rodziny oraz pracownik socjalny.

Fotografie: Flickr (miniatura wpisu), Wikimedia commons, Pixabay

Może Cię zainteresować

0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x
zamknij