Farmaceutka pomyliła w aptece leki. Mama podała je niemowlakowi, który przeszedł zapaść

Zwykłe przeziębienie u osoby dorosłej nie jest groźne, jednak u dziecka lub noworodka może przerodzić się w poważną chorobę. Dlatego też, gdy mały Antoś zachorował, jego mama postanowiła kupić odpowiednie lekarstwa. Niestety, w aptece doszło do pomyłki, która mogła zakończyć się śmiercią noworodka.

Kobieta zabrała swoich synów do lekarza

Antoś i jego starszy o rok brat, przeziębili się. Mama zabrała chłopców do lekarza, gdzie zostały przepisane specjalistyczne kropelki, które można zakupić jedynie posiadając receptę. Z racji tego, że infekcja może przenieść się z jednego pacjenta na drugiego, lekarz zalecił kupno dwóch osobnych opakowań leku. Zatroskana mama wykonała polecenie doktora i udała się do apteki w Międzychodach.

Wieczorem sprawdziła ulotkę i podała lek synom

Udostępnij pixabay.com

Pani Katarzyna była ciekawa, ile zapłaciła za lekarstwa, więc popatrzyła na paragon. Obydwie butelki z kroplami były w takiej samej cenie, co jeszcze bardziej przekonało ją, że jest to ten sam lek. Jeszcze wtedy nie zdawała sobie sprawy, że w aptece doszło do pomyłki. Zanim starszy syn otrzymał lekarstwo, kobieta sprawdziła ulotkę i zgodnie z zaleceniami, zaaplikowała lekarstwo. Chwilę później położyła do łóżeczka młodszego Antosia i sięgnęła po drugą buteleczkę. Wielkość, opakowanie, a nawet użyta typografia na buteleczce, była identyczna jak w przypadku pierwszych kropli. Mama chłopców była przekonana, że jest to ten sam lek, dlatego nie sprawdziła ulotki. Podała krople synowi i wyszła z pokoju. Nagle kobieta usłyszała krzyk, natychmiast pobiegła do łóżeczka, gdzie zobaczyła, jak jej syn się dusi.

Wzięłam go na ręce, a on zachowywał się tak, jakby nie miał mięśni. Leciał mi z rąk, był bladziutki. Coraz mniej kontaktował, nie reagował ani na pierś, ani na smoczka.

Chłopczyk trafił do szpitala, gdzie zdiagnozowano zapaść oraz bezdech

Udostępnij pixabay.com

Lekarze byli przekonani, że chłopczyk umrze, ciągle powtarzali pani Katarzynie, aby mówiła do Antosia. W pewnym momencie zapytano ją, czy chciałaby ochrzcić syna, ponieważ sytuacja jest bardzo poważna i najprawdopodobniej nie uda się uratować dziecka.

Pani doktor z OIOM-u powiedziała mi, że pracuje tyle lat w zawodzie, że dziecko z takimi wynikami nie przestaje z godziny na godzinę oddychać. Lekarka kazała mi usiąść i po kolei przerabiałyśmy ten wieczór, minuta po minucie. Wtedy zorientowałam się, że ten lek, który mieli dostać synowie, to są dwa zupełnie inne lekarstwa.

Chłopczyk znalazł się w inkubatorze, został mu również założony respirator. Lekarze wiedzieli, że jest bardzo źle, dlatego szybko została podjęta decyzja o przewiezieniu Antosia do szpitala specjalistycznego w Poznaniu.

Do pomyłki doszło jeszcze w aptece, gdzie sprzedano kobiecie dwa różne leki

Udostępnij pixabay.com

Starszy z synów pani Katarzyny otrzymał prawidłowe krople, z kolei Antoś dostał lekarstwo stosowane w przypadku leczenia jaskry. Lek jest przeznaczony dla osób dorosłych, a ze względu na jego silne działanie, jest zakazany dla niemowląt, ponieważ może wywołać utratę świadomości, obniżenie ciśnienia oraz zatrzymanie oddechu. Najprawdopodobniej leki w aptece były ustawione alfabetycznie przez co pracująca tam technik farmacji odruchowo chwyciła za dwa opakowania. Gdyby opakowania zostały zeskanowane osobno, można byłoby wychwycić pomyłkę jeszcze przy kasie. Niestety, farmaceuta dwukrotnie zeskanowała kod z jednego opakowania. Za swoją pomyłkę został zwolniony.

Walka o życie

Według pani prokurator lek tak niebezpieczny powinien znajdować się w innym miejscu, niż leki na przeziębienie.

Te silnie działające substancje powinny być przechowywane w specjalnie zamkniętej szufladzie. Te krople nie były tak trzymane.

Udostępnij pixabay.com

W momencie, gdy w aptece pojawiła się kontrola, leki były już posegregowane i prawidłowo rozlokowane. Od momentu całego zajścia nikt z apteki nie przeprosił rodziców Antosia za tę pomyłkę. Rodzina usłyszała jedynie propozycję odszkodowania w wysokości 2 tysięcy złotych. Ojciec maleństwa był tym wstrząśnięty:

To, co przeszliśmy tamtej nocy i przez kilka kolejnych dni to było piekło. Nie wiem, czy w ogóle jest jakaś kwota adekwatna do sytuacji, ale to, co zaproponowali, jest śmiechu warte.

Lekarze przez trzy dni starali się uratować Antosia. Chłopczyk był w śpiączce, a po wybudzeniu okazało się, że cierpi na zaburzenia napięcia mięśniowego. Neurolog skierował go na rehabilitacje, gdzie próbowano pomóc maleństwu.

Udostępnij pexels.com

Dziś ma się znacznie lepiej, lecz jego rodzice wciąż starają się walczyć o sprawiedliwość i odpowiednie traktowanie.

Zdjęcia znajdujące się w artykule mają charakter podglądowy.