Matka kazała patrzeć synom, jak uprawia seks. Dopuszczała się jeszcze gorszych czynów

Dramat 20-letniego Dominika rozgrywał się od kilku lat. Nikt nie skusił się, aby pomóc jeszcze wtedy nastolatkowi, który przeżywał regularne katusze. Matka chłopaka, 40-letnia Agnieszka K. uzależniła się od alkoholu i od tego wszystko się zaczęło. Wpadła w złe towarzystwo i zgotowała swoim dzieciom piekło na ziemi.

W wywiadzie przeprowadzonym przez dziennikarza faktu, 20-latek zwierza się z tego, co go spotkało:

Terroryzowała mnie. Byłem bity. Przychodziłem z pracy, widziałem rodziców kompletnie pijanych. Tak było codziennie. Pluła na nas i kazała mi spać w piwnicy. Próbowałem z nią rozmawiać, ale nie odpowiadała mi. Byłem okradany z pieniędzy. Trwało to parę lat. Nie myślałem, żeby pójść na policję, bo bałem się, że będzie gorzej.

Udostępnij

Dalej dowiadujemy się jeszcze gorszych rzeczy…

Matka przyprowadzała do domu zupełnie przypadkowych mężczyzn i uprawiała z nimi seks na oczach dzieci! Gdy ktoś w końcu zainteresował się ich sytuacją, odebrano jej młodszego, 7-letniego syna. Dominik za kilka miesięcy kończył osiemnaście lat, dlatego sąd pozostawił jego sprawę. Tragedii przyglądała się cały czas Maria Kopeć, matka 40-latki. Bardzo broniła dzieci i starała się ze wszystkich sił im pomóc. Do najgorszego jednak doszło jej zdaniem, gdy córka trafiła na odwyk i tam poznała 36-letniego Rafała P. Miał na nią bardzo zły wpływ.

Po skończonej terapii wprowadził się do domu rodzinnego Dominika, gdzie dochodziło do codziennych libacji. Chłopak był bity, poniżany i okradany. Babcia nalegała, aby wnuczek zamieszkał z nią, ale nie chciał opuścić matki w potrzebie. Szkoda, że ona nie chciała zmienić się dla swojego dziecka… Jednak to wszystko, co tam się działo, pozostawało w Dominiku i nie miało ujścia. Codzienne poniżanie doprowadziło do tragedii. W nocy z 8 na 9 października zadał partnerowi matki 14 ciosów nożem. W trakcie tego ranił także matkę. Agnieszka K. trafiła do szpitala, a jej konkubent zmarł na miejscu. Dominik trafił do aresztu, ale w jego obronie stanęli nie tylko bliscy, ale i obcy ludzie, którzy współczuli mu tego, przez co przeszedł.

Gdy trafiłem do aresztu, pomyślałem, że postąpiłem źle. To było dla mnie trudne. Wsparcie mojej babci bardzo pomogło. To mnie podnosiło na duchu. Staram się nie dopuszczać tych myśli do siebie, ale nachodzą mnie. Nigdy nie sądziłem, że jestem zdolny do takich rzeczy. Nie wytrzymałem psychicznie i coś we mnie pękło. Jest obawa, nie wiadomo, jaki będzie wyrok. Mam tylko nadzieję, że będzie dla mnie łaskawy.

W styczniu Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uwolnił 20-latka. Dość kluczowe w tej sprawie były zeznania matki, która przyznała, że razem z partnerem znęcała się nad synami

Obrońca chłopaka powiedział: Dominik nie ma dozoru policyjnego. Może się śmiało przemieszczać. Jest wolnym człowiekiem. Sąd w bardzo rzetelny i skrupulatny sposób stwierdził, że chłopak może opuścić areszt. Cały aparat państwowy zawiódł. Widzimy, co się dzieje. Często dowiadujemy się, że matka zadźgała dzieci, a policja znalazła ich zwłoki. Takich tragedii jest coraz więcej. Od 1 marca zaczynamy batalię o Dominika.

Przeszedł niewyobrażalne piekło, a przez to, że nikt w porę mu nie pomógł, doszło do tragedii… Aż strach pomyśleć, ile dzieci przeżywa w Polsce podobne katusze…

Fotografie: rebloggy.com