Utworzyli liczący 80 osób łańcuch, aby uratować topiącą się rodzinę. Dokonali niemożliwego!

„Myślałam, że to będzie dzień, w którym stracę swoją rodzinę” – powiedziała Roberta Ursrey. To miała być tylko krótka wycieczka po plaży. Niestety, sobotnie popołudnie o mały włos, a skończyłoby się tragedią.

Ursre, jej mąż, matka, siostrzeńcy i synowie cieszyli się słońcem i złotymi piaskami w pobliżu molo mieszczącego się w hrabstwie Miller. Kiedy Roberta wyszła z wody, spojrzała za siebie i panicznie się przeraziła – synowie kobiety znajdowali się znacznie dalej od brzegu, niż zakładała. Zaniepokojona zaczęła spacerować wzdłuż plaży.

Dzieci krzyczały i płakały, że nie mogą wrócić na brzeg. Ludzie zaczęli mówić, żebym nie szła w ich kierunku – wspomina Ursrey.

Kobieta nie mogła patrzeć, jak jej najbliżsi toną. Kiedy Ursrey i jej rodzina zaczęła płynąć w kierunku dzieci, prąd okazał się być o wiele silniejszy, niż myśleli.

Niestety, oni również utknęli w sytuacji bez wyjścia i nie byli w stanie dopłynąć do brzegu. Ostatecznie w wodzie utknęło 9 osób!

Pojawiła się nadzieja

Wszyscy prawdopodobnie by zginęli, gdyby nie Jessica Simmons i jej mąż, którzy zdecydowali się na kolację na plaży. To wtedy oboje zdali sobie sprawę, że wszyscy patrzą w jednym kierunku, w kierunku tonących osób.

Myślałam, że zobaczyli rekina… Podbiegłam do brzegu, a mój mąż pobiegł w kierunku ludzi. Dopiero po chwili dowiedziałam się, że ktoś tonie – wyznaje Jessica.

Kiedy ta przerażająca informacja dotarła do Jessici, wiedziała, że nie może zwlekać. Kobieta swego czas przeszła 11 mil, aby pomóc poszkodowanym po tornado ludziom. Kiedy więc ujrzała rodzinę Ursrey w potrzebie, złapała deskę i ruszyła w ich kierunku, podczas gdy jej mąż i parę innych osób schwytało się za ręce, aby pomóc kobiecie przyciągnąć do brzegu potrzebujących.

Długość „ludzkiego łańcucha” w zastraszającym tempie wzrosła do 80 osób i rozciągnęła się na długości ponad 100 metrów!

Udostępnij

Choć nie wszyscy potrafili pływać, chętnie przyłączali się do akcji ratunkowej. Część osób pozostawało na płytkiej wodzie, inni byli zanurzeni po szyję, podczas gdy Ci bardziej zaprzyjaźnieni z wodą nie dotykali dna, kiedy wspólnie tworzyli łańcuch.

Kiedy łańcuch dotarł do potrzebujących, mama Roberty była u skraju wyczerpania. Chciała, aby ratować resztę nie zważając na nią. Akcja ratunkowa rozpoczęła się od dzieci, które były przekazywane dalej wzdłuż łańcucha, aż do brzegu.

Po akcji ratunkowej

Ursrey nie pamiętała jak została uratowana, kiedy ocknęła się na brzegu. Jej mama obudziła się na pogotowiu i do dziś przebywa w szpitalu. Bratanek kobiety natomiast złamał rękę. Nie obyło się bez szkód, ale co najważniejsze wszyscy przeżyli!

To piękne, że ludzie wciąż potrafią się jednoczyć w imię jednej rzeczy, w imię pomocy innym osobom. Gdyby nie szybka akcja ludzi, którzy nigdy wcześniej nie mieli ze sobą styczności, los kilku osób zostałby przesądzony.