Potrąciła zwierzę. Był w szoku i odjechała. 30 km dalej ktoś zwrócił uwagę na jej zderzak

Prawie każde potrącenie zwierzęcia przez samochód kończy się dla niego tragicznie. Mogłoby się wydawać, że i tym razem będzie podobnie, jednak nic z tych rzeczy…

Georgie Knox z Calgary w Kanadzie jechała właśnie wczesnym rankiem do pracy. Nagle, wprost pod koła jej samochodu, wbiegł kojot. Kobieta bardzo się przestraszyła. Próbowała zahamować, nie dała jednak rady. Potrąciła zwierzaka. Uderzenie było mocne, dlatego była wręcz pewna, że nie przeżył. Zrobiło jej się niesamowicie żal dzikiego zwierzęcia, ale bała się i nie wysiadła.

Odjechała…

32 kilometry później musiała zatrzymać się na światłach. Wtedy jeden z robotników, którzy remontowali drogę, podszedł do niej, po czym poprosił ją, aby wysiadła i wskazał na przód jej samochodu.

Oto, jaki widok ukazał się jej oczom:

W zderzaku jej samochodu znajdował się kojot. Był żywy i wszystko wskazywało na to, że nic poważnego mu się nie stało. Georgie nie miała pojęcia, jak może mu pomóc, wezwała więc odpowiednie służby. Tak właśnie wspomina ten moment:

Ten biedaczek po prostu patrzył na mnie z bezsilnością i mrugał…

Kojot został ostrożnie uwolniony.

Po sprawnej akcji ratunkowej, młodego kojota zabrano do lecznicy. Na miejscu okazało się, że zwierzak jest w bardzo dobrym stanie, jak na to, co przeżył. Miał tylko kilka sińców i zadrapań. Dlatego niemal natychmiast został wypuszczony na wolność.

Miał naprawdę wiele szczęścia!