12-latka zmarła kilka dni po tym, jak lekarz stwierdził, że ma grypę. Był w okropnym błędzie

Zdarza się, że diagnoza lekarska zostaje postawiona zbyt późno. Właśnie tak było w przypadku 12-letniej Alyssy.

To grypa!

Alyssa Alcaraz miała 12 lat, gdy zachorowała nagle i bardzo poważnie. Była wówczas połowa grudnia. Jej mama Keila Lino postanowiła, że zabierze dziewczynkę do lekarza. Tam zdiagnozowano u niej grypę. Alyssa otrzymywała receptę na ibuprofen, syrop na kaszel (chociaż nie miała kaszlu) oraz leki na nudności, aby złagodzić wymioty. Kazał jej wrócić do domu, położyć się i odpocząć.

Sytuacja stawała się coraz bardziej poważna

Pani Lino wyznaje, że wtedy nie widziała w tym nic dziwnego. Choroba jej córki faktycznie miała objawy podobne do grypy. Niestety, mimo stosowania się do zaleceń lekarskich, zdrowie 12-latki nie ulegało poprawie. Kilka dni później doszło do gwałtownego pogorszenia. Alyssa miała straszne trudności z oddychaniem i brakowało jej apetytu.

W końcu gdy sytuacja zrobiła się tak poważna, że rodzice zabrali ją na pogotowie. Tam lekarz natychmiast kazał przewieźć Alyssę na ostry dyżur, bo wymagała podania tlenu.

Niestety, w ciągu kilku godzin dziewczynka zmarła.

To była sepsa…

Kilka dni po jej śmierci, okazało się, że Alyssa zmarła z powodu sepsy. Wszystko przez bakterię, która dostała się do jej krwioobiegu. Niestety, prawidłowa diagnoza nie została postawiona we właściwym momencie… Być może gdyby dziewczynka przyjęła antybiotyk na czas, wciąż by żyła.

Rodzice Alyssy twierdzą, że od lekarzy nie usłyszeli żadnego wytłumaczenia czy słowa „przepraszam”. Mimo że nie podjęli jeszcze żadnych kroków prawnych, zastanawiają się nad tym. Chcieliby, aby medycy zmienili podejście do pacjenta i dokładniej badali go w czasie wizyty. Namawiają również rodziców do tego, aby bardziej naciskali na lekarzy, gdy będą mieć jakiekolwiek wątpliwości.

Chcą, aby o przypadku ich córki dowiedziało się jak najwięcej osób, mają nadzieję, że tym sposobem uratują czyjeś życie.